piątek, 31 lipca 2015

PRZECZYTANE W LIPCU


W lipcu udało mi się przeczytać 14 książek (tj. 4634 strony).
Średnia ilość stron na dzień: ok 150.
Cieszę się z tego wyniku! Jest lepszy niż postawiłam sobie za cel. Nie spodziewałam się, że uda mi się tyle czasu spędzić na czytaniu. Teraz w wakacje pracuje i mam dość sporo innych zajęć i obowiązków, ale nie odpuszczam sobie codziennej lektury i jakoś udaje się to połączyć :)

Liczę, że kolejny miesiąc będzie równie udany i życzę wszystkim, by też znajdowali czas na swoje hobby :)

Recenzja: SEN O AMERYCE - MICHAEL VINER

Tytuł oryginału: Shattered dreams, broken promises. The cost of coming to America; str: 238

Opis z okładki: W Rosji tysiące kobiet marzy o ucieczce od trudnego życia do znanej głównie z kina i telewizji Ameryki. Jeśli niektóre tam dotrą, czeka je ból i upokorzenie. Tylko niektóre spełniają marzenia. Zazwyczaj zaczyna się niewinnie, od oferty w internecie albo agencji matrymonialnej. A potem? Czeka je konfrontacja z zupełnie innym stylem życia - na ogół bez znajomości języka i bez oparcia wśród przyjaciół. Stykają się z brutalnością, wykorzystywaniem seksualnym i biedą, od których przecież chciały uciec.
"Ta książka to opowieść o Rosjankach i ich trudnej drodze do amerykańskiej wolności. Środkami do osiągnięcia celu  są często prostytucja i lipne małżeństwa. Rzadko zdarza się tak obrazowo pokazać, na czym polega prawdziwa DETERMINACJA".
"Vanity Fair"

Moja refleksja:
Książka jest podzielona na 24 krótkie rozdziały, z których każdy przedstawia historie życia innej kobiety. Opowieści kobiet - Rosjanek i Ukrainek, które wyjechały do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia -są przejmujące i pokazują dobitnie jak w ciężkich położeniu znajdowały się jeszcze do niedawna młode kobiety. Książka warto uwagi chociażby z tego względu, że oparta o autentyczne historie. Sam język książki jest prosty, a lektura nie jest wymagająca, choć muszę przyznać nieco przygnębiająca i smutna. Niektóre historie przedstawione w "Śnie o Ameryce" są tak przerażające, że aż ciężko w nie uwierzyć.

Myślę, że to pouczająca książka, mówiąca wiele o samej Rosji, rosyjskiej mentalności i złudnym raju jakim wydawała się być kiedyś Ameryka. Niektóre rozdziały poruszają bardziej, inne mniej, jednak każda opowieść ma w sobie coś niepowtarzalnego.

Moja ocena:
6/10

wtorek, 28 lipca 2015

Recenzja: LAWENDOWY POKÓJ - NINA GEORGE

Tytuł oryginału: Das Lavendelzimmer; str: 321

Opis z okładki: W swojej księgarni - o wiele mówiącej nazwie Apteka Literacka - Jean Perdu sprzedaje książki tak jak farmaceuta medykamenty. Umiejętnie rozpoznaje, co ktoś nosi w sercu, i proponuje odpowiednią fabułę na konkretny problem. Nie potrafi jednak uleczyć własnego cierpienia, które zaczęło się pewnej nocy wiele lat temu, kiedy odeszła od niego ukochana kobieta.

Wszystko się zmienia, gdy Jean w końcu otwiera pozostawiony przez nią list.
Wcześniej nie miał odwagi go przeczytać...

Moja refleksja: Nie polecam kupować tej książki - nie warto! To jedna z tych powieści, które potrafią zanudzić czytelnika na śmierć. Postaci masa, wszyscy nijacy, nie wywołali we mnie żadnych głębszych emocji. Główny bohater natomiast to typowa życiowa pierdoła, lamentująca i rozczulająca się nad sobą. Pojawia się wiele nużących opisów, a sama historia delikatnie mówiąc nie porywa. Co jest ciekawego w losach jakiegoś dziadka, który się nieszczęśliwie zakochał? Do tego ten język... Podniosły, poważny... Jakby treść nie była wystarczająco ciężka. Naprawdę ciężko to przełknąć. Ja doczytałam tę powieść do końca, ale był to dla mnie spory wysiłek. Myślę, że przeciętny czytelnik szybko rzuci tą pozycję w kąt i nie będzie się dalej katować.

Z ogromnym zdziwieniem odkryłam, że "Lawendowy pokój" ma dużo pozytywnych opinii w internecie. Ja nie zauważyłam nic godnego zachwytów, choć starałam się dopatrzyć jakiś plusów. Może i wymyślona przez autorkę koncepcja z "Apteką Literacką" jest ciekawa.  Trudno nie uwierzyć, że niektóre książki mogą mieć uzdrawiającą moc. Jednak już sama postać księgarza, jego niby czytanie ludziom w duszach i zalecania co do wyboru lektury były okropnie wkurzające i zupełnie nieprzekonujące. Zresztą wszystko w tej książce były nieprzekonujące od początku, aż do końca. 

Wydaje mi się, że Nina George nie potrafi dobrze pisać o miłości. Miłość, którą przedstawia na kartkach powieści to ta w najgorszym wydaniu - patetyczna, nie wzbudzająca uczuć ani emocji, jedynie mdłości. 

Na "Lawendowy pokój" oprócz narracji księgarza, składa się również pamiętnik ukochanej do której wzdycha. Ów pamiętnik to dodatek, który wcale lektury mi nie umilił, choć na to liczyłam. Wspomnienie jakiegoś tango, schadzek z kochankiem, szczerze? Nic wartego uwagi. Poza tym książka zawiera sporo mądrości o filozoficznym zabarwieniu, ale niestety niewiele z nich  było takich, które by do mnie choć trochę przemówiły. 
Jedno o snach mi się spodobało:

"W snach, które śnią ukochane przez nas osoby, jesteśmy nieśmiertelni. W naszych snach zmarli żyją nadal. Sny są jak obrotowy pomost pomiędzy wszystkimi światami, pomiędzy czasem i przestrzenią".

Naprawdę lubię czytać, ale jak trafiają mi się takie powieści to są chwilę kiedy mi się wszystkiego odechciewa. Oby mniej takich propozycji na rynku. Ja po książki pani Niny Georgie już na pewno nie sięgnę. Skutecznie mnie do siebie zniechęciła.

Moja ocena:
2/10

niedziela, 26 lipca 2015

Recenzja: HOPELESS COLLEEN HOOVER

Tytuł oryginału: Hopeless; str: 380

Opis z okładki: "Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa."

To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans - wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona samą siebie. Od tego momentu życie Sky zmienia się bezpowrotnie.

Moja refleksja: Jeśli istnieją książki, które są w stanie naprawdę odmienić nasze życie - "Hopeless" Colleen Hooper bez wątpienia zalicza się do takiej kategorii. Historia Sky i Holdera to przepiękna, wzruszająca opowieść, o tym jak miłość, przyjaźń i nadzieja potrafią przezwyciężyć wszystko. To jedna z tych lektur, które naprawdę  poruszają emocje. Jeszcze  długo po przeczytaniu "Hopeless" przedstawiona tam historia żyje gdzieś w środku nas i skłania do nieustannej refleksji. Teraz już wiem, że to książka o której jest głośno nie bez powodu! To opowieść o niesamowitej  sile, a także urzekającej miłości która dociera do serc milionów. 

"Jedną z rzeczy, za które kocham książki, jest to, że dzieli się ludzkie losy na rozdziały. To niesamowite, ponieważ nie można tego zrobić w prawdziwym życiu. Nie możesz skończyć rozdziału, potem opuścić wydarzenie, którego nie chcesz przeżyć, i otworzyć na rozdziale, który lepiej pasuje do twojego nastroju. Życia nie można podzielić na rozdziały, tylko co najwyżej na minuty. Wydarzenia z twojego życia są zaklęte w kolejnych minutach. Nie ma pustych kartek, ani końców rozdziałów. Niezależnie od tego, co się dzieje, życie toczy się dalej, czy ci się to podoba, czy nie, i nigdy nie możesz pozwolić sobie na to żeby się zatrzymać i po prostu złapać oddech". 

"Hopeless" jest idealnym przykładem wspomnianego przez autorkę rozdziału, którego nie da się zamknąć. To nie jest zwykła książka, to coś więcej. Nie mogę nie wspomnieć także o tym, że pani Hoover pięknie układa słowa w zdania. Takich perełek jak ten cytat wyżej jest w książce więcej. Niezwykłe jest też to, że w "Hopeless" wszystko ma swoje głębsze znaczenie. Dobór słów nie jest przypadkowy, wszystko jest dokładnie przemyślane, ma swoją symbolikę. Tytuł, imiona, tatuaż, a nawet wygląd pokoju głównej bohaterki - wszystko układa się w jedna wspólną całość. Podobnie jest z wydarzeniami - jedno odsyła nas do drugiego - zarówno przeszłość jak i teraźniejszość, wszystko jest tak samo istotne i się wzajemnie dopełnia. Brak któregokolwiek z rozdziałów sprawiłby, że książka nie byłaby kompletna. Gdybym jakąś stronę pominęła doskwierałby mi jej brak, bo we tej książce nie ma pustych kartek, nie ma zapychaczy miejsca, wszystko ma swój cel i sens.
 I za to właśnie kocham "Hopeless".


"Wszystkie niepowodzenia to tak naprawdę sprawdziany, które zmuszają nas do wyboru pomiędzy rezygnacją a podniesieniem się z ziemi, otrzepaniem się z kurzu i stawieniem czoła sytuacji. Chce to zrobić. Być może życie poturbuje mnie jeszcze kilka razy, ale na pewno nie mam zamiaru rezygnować".

Wiem, że w swojej recenzji jak na razie tylko wychwalam książkę, ale ciężko się powstrzymać, gdy coś jest rzeczywiście dobre. A od "Hopeless" otrzymałam wszystko to czego oczekuje, od dobrej książki, a nawet więcej. Początkowo byłam co do tej książki sceptyczna. Myślałam, że będzie to po prostu kolejny romans skierowany do nastolatek. Okładka książki jest bardzo ładna, szczególnie gdy porówna się ją do oryginalnej, ale widok dwóch przytulających się młodych ludzi upewnił mnie w tym, że będzie to następna historia miłosna, jakich wiele. Jakże się myliłam! Muszę jednak przyznać, że początek "Hopeless" być może nie wszystkich zachwyci, tej pozycji trzeba dać chwilę na rozkręcenie się i nie odrzucać jej po pierwszych 10 stronach. Z czasem sporo z tych rzeczy, które być może na pierwszy rzut oka nie przypadnie nam do gustu zostanie stosownie wyjaśnionych. 

Co do głównej bohaterki podobało mi się, że była taka spontaniczna i nie miała oporów przed słownym wyrażeniem tego co chodzi jej po głowie. Ludzie bardzo często zachowują niektóre przemyślenia tylko dla siebie, Sky była dość otwarta, co prowadziło do wielu przezabawnych sytuacji. Jej postać dobrze komponowała się z impulsywnym i cholernie tajemniczym Holderem, oboje w mojej ocenie stanowili udany duet.

"Niebo jest zawsze piękne. Nawet wtedy, gdy jest ciemno, deszczowo czy pochmurno. To moja ulubiona rzecz na całym świecie, bo wiem, że nawet jeśli się kiedyś zgubię, będę samotny albo przerażony, ono  i tak będzie nade mną. I będzie piękne".

Autorka pozwala na to, by czytelnik domyślił się paru rzeczy. Zresztą muszę przyznać, że takie stopniowe dochodzenie do prawdy i przygotowanie czytelnika na to co nastąpi miało w tym przypadku swój urok. Nie oznacza to jednak, że "Hopeless" jest pozbawione niespodzianek.  Kilka rzeczy totalnie mnie zaskoczyło, ale co dokładnie to już nie zdradzę, by nie popsuć komuś przyjemności z czytania :)

Ta książka co można łatwo wywnioskować z mojej recenzji  absolutnie mnie zachwyciła, więc ocena może być tylko jedna:
10/10

czwartek, 23 lipca 2015

Recenzja: KOCHAM NOWY YORK - LINDSEY KELK

Tytuł oryginału: I Heart New York; str: 238

Lindsey Kelk jak Sophie Kinsella odkrywa z lekkością i humorem kobiece słabości i kobiece marzenia.
Miłość, ślub, szczęście - wszystko było na wyciągnięcie ręki. I w jednej chwili wszystko się zawaliło. Angela ma złamane serce i chce uciec jak najdalej od swojej miłości. Pod wpływem impulsu - bez  grosza, bez planów, bez przygotowań - wyjeżdża z Londynu do Nowego Jorku. I okazuje się, że to zupełnie obce miasto to najwspanialsze miejsce, gdzie wszystko się udaje, gdzie po prostu wszystko jest możliwe...
Kocham Nowy York to najbardziej gorąca komedia romantyczna lata w Wielkiej Brytanii. Optymistyczna i bardzo kobieca powieść Lindsey Kelk przemawia do spragnionych rozrywki, relaksu i ucieczki od codzienności fanek Wyznań zakupoholiczki i Seksu w wielkim mieście.
Książka rzuca się w oczy przez swój różową, nieco kiczowatą okładkę. Muszę przyznać, że to przez tę szatę graficzną moje oczy namierzyły ową powieść. Jest środek wakacji, szukałam czegoś lekkiego, niewymagającego  wysiłku. Postanowiłam odrzucić uprzedzenia także ze względu na tytuł, który sugerował, że akcja będzie dziać się w Nowym Yorku. Cóż... Mam słabość do tego cudownego miasta i choć jeszcze się w to  miejsce nie wybrałam to w przyszłości planuje. Miałam więc ogromną nadzieje poczuć poprzez powieść klimat tej miejskiej dżungli. 

Główna bohaterka Angela, zraniona przez zdradę narzeczonego ani mnie sobą nie zachwyciła, ani nie zniesmaczyła. Początek był obiecujący i decyzja Angie o zapakowaniu się w samolot oceniłam jak najbardziej na... TAK. Z czasem było gorzej bo pisarka pokusiła się o utrwalenie na kartach powieści całego szeregu dość abstrakcyjnych zdarzeń. Zaczynając od tego, że bohaterka zbyt łatwo odnalazła się w wielkim mieście, nie będąc do tej wyprawy kompletnie przygotowana. Trafiła do hotelu, gdzie od razu zastała zauważona przez zaskakującą miłą i troskliwą recepcjonistkę, której jedynym zajęciem przez następne kilka dnia zdawało się być nadskakiwanie i pocieszanie Angeli. Oczywiście dziewczyny szybko stały się najlepszymi przyjaciółkami, a Jenna (wspomniana recepcjonistka) zadbała o idealny wygląd koleżanki, by ta dość szybko wyszła z dołka i mogła rozpocząć miastowe podboje. Szara do tej pory mysz Angela cieszyła się w Nowym Jorku takim powodzeniem, że bez wysiłku poderwała dwóch przystojnym i nadzianych facetów. Do tego także bez specjalnego wysiłku trafiła się jej dobra praca, a dzięki uroczej przyjaciółce- recepcjonistce wkrótce nie musiała się także przejmować płaceniem  za hotel, bo przecież mogła tak po prostu zamieszkać u niej. Przyznacie, że ta utrzymana w różowych barwach  historia budzi jakiś sprzeciw zdrowego rozsądku.

Uważam jednak, że kobietom może spodobać się ta powieść. Szczególnie tym, które mają podobne doświadczenia co główna bohaterka, albo tym, które są wrażliwe na takie tematy. W końcu kto by nie chciał wierzyć, że życie może być tak łatwe i przyjemne? Przesłanie płynące z książki - facet zostawił cię dla innej? Nie ma się czym przejmować.Wystarczy zdecydować się na jakiś większy krok np. wyjazd na inny kontynent, a życie z szarego od razu stanie się różowe. Szkoda, że prawdziwe życie wygląda nieco inaczej. 

Powątpiewam czy Lindsey Kelk tak naprawdę odkrywa kobiece pragnienia. Moim zdaniem do prawdziwego szczęścia nie wystarczyło, by mi spotykanie się z dwoma facetami jednocześnie, robienie zakupów, picie alkoholu i wypoczywanie w Nowym Yorku. Tak jak bohaterka można żyć, ale bądźmy realistami - na krótką metę - stąd zakończenie jakoś mnie nie przekonało.

Bardzo pozytywnie odebrałam natomiast zamieszczony na końcu krótki przewodnik po NY. Pewnie nie tylko mnie przeszła myśl, by wybrać się w podróż śladami głównej bohaterki, ahhh... te marzenia... 

Co może razić czytelnika? Prosty, nieco infantylny język, mała czcionka (przez nią serio bolą oczy :(), cienki, sprawiający tanie wrażenie papier. 
Co może drażnić? Zamiast niezwykłych, niezapomnianych przygód w Nowym Jorku, autorka serwuje nam w dużej mierze tylko randki, seks i alkohol. Myślę, że swój zamysł pani Kelk mogła lepiej rozwinąć i pójść w nieco innym kierunku. 

Książkę polecam tym, którzy mają dość wolnego czasu na takie czytadła. Czas przy powieści upłynął mi przyjemnie, ale mogłam go zdecydowanie lepiej wykorzystać.

Moja ocena 6/10

Recenzja: PRZEZNACZONA P.C. CAST + KRISTIN CAST

Tytuł oryginału: Destined; str: 406

'Zoey wreszcie czuje się bezpiecznie u boku Starka - swojego wojownika i strażnika. Jednak spokój nie zagościł na długo w Domu Nocy. Chwilową stabilizację w świecie wampirów i adeptów przerywa pojawienie się ludzi. Jednym z nich jest przystojny zaklinacz koni Travis, drugim tajemniczy i niezwykle atracyjny Aurox, który w rzeczywistości jest kimś więcej - czy raczej kimś mniej - niż człowiekiem. Tylko Neferet wie, w jakim celu został stworzony. Zoey wyczuwa w chłopaku ludzki pierwiastek, cień dobrej natury, która próbuje się przeciwstawić mrocznej duszy. Jest w nim coś dziwnie znajomego...
Czy prawdziwe zamiary Neferet zostaną ujawnione, zanim ciemność okryje Dom Nocy?
9 część cyklu.... (przesada? może lekka) Pisarski duet tworzony przez matkę P.C. Cast oraz córkę Kristin Cast, z całą pewnością nie ma w zwyczaju poskramiać swojego pisarskiego "słowotoku". Cykl "Dom Nocy" rozrastał się w zawrotnym tempie, więc można podejrzewać, że pisarki mogły liczyć na rzesze oddanych i zaangażowanych w tę historię czytelników. Myślę, że książki z tej serii mają TO COŚ i nie dziwi mnie fakt, że trafiają w gusta wielu młodych osób.

Książki pisane są prostym, przestępnym językiem, całość ozdabia oczywiście odrobina fantazji autorek i piękne okładki. Sądzę, że łatwo wkręcić się w świat który serwują te powieści. I choć nie wszystko w "Domu Nocy" jest piękne i fajne, do wielu rzeczy można by się przyczepić to jakoś ciekawość pcha nas do przodu. Przynajmniej mnie pchała :) Tak właśnie zabrnęłam w tej literackiej wyprawie aż do 9 tomu. I nie żałuje! P.C Cast i jej córka dostarczyły mi tego czego szukałam - wniosły w moje życie trochę rozrywki, humoru i wzruszeń. Nie obyło się bez frustracji i chwil gdzie irytacja, którą wzbudzała we mnie przede wszystkim główna bohaterka brała nade mną górę. Ale do czytanej pozycji wracałam, co oznacza, że autorki nie przekroczyły akceptowanej przede mnie granicy.

"Przeznaczona" podobała mi się. Sądziłam, że z zaproponowanych przez pisarki bohaterów nie da się już zbyt wiele wycisnąć. Sporo mnie jednak na tym polu pozytywnie zaskoczyło. Przede wszystkim ciekawym motywem było "rozdzielenie" bliźniaczek. Myślałam, że "zrosłomóżdżki" nigdy nie zmienią swojej natury i do samego końca będą siebie papugować. Sprawiały wrażenie pustych i tak naprawdę bezosobowych. Zawsze z uśmiechem na twarzy czytałam te fragmenty w których Afrodyta im dogadywała ;> No, ale sytuacja się na szczęście zmieniła i myślę, że wszystko poszło w bardzo dobrym kierunku. Dzięki tej części mogliśmy też lepiej poznać Lenobię i Smoka, a także zmienić swoje nastawienie do Kalony. Jednym słowem książka jest dobrze przemyślana i daje możliwość spojrzenia na zdarzenia z jeszcze szerszej perspektywy. 

Muszę jeszcze dodać, że Neferet jako ciemny charakter sprawdza się doskonale. I nie mogę się doczekać kiedy dowiem się co jeszcze jest w stanie zrobić, by uprzykrzyć życie Zoey i jej paczce.
Liczę na to, że kolejne części: UKRYTA, UJAWNIONA I WYZWOLONA w jakiś magiczny sposób trafią w moje ręce. Na razie jednak chyba z konieczności będę musiała sobie zrobić przerwę jeśli chodzi o ten cykl. W bibliotece niestety nie znalazłam jak na razie dalszej kontynuacji. Gdyby miała się tam wkrótce znaleźć, szkoda by mi było wydawać pieniędzy na zakup nowych książkę. Stąd przerwa. Jako, że 9 pierwszych cz. przeczytałam w jeden miesiąc i trochę zaniedbałam inne książki, dobrze mi  zrobi mały odpoczynek od "Domu Nocy". Mam nadzieję, że do lektury tego cyklu wrócę, nie lubię pozostawiać niedokończonych serii. 

Moja ocena 8/10

Recenzja: PRZEBUDZONA P.C. CAST+ KRISTIN CAST

Tytuł oryginału: Awakened; str. 308

Zoey wróciła z Zaświatów, by przyjąć należną jej rolę najwyższej kapłanki Domu Nocy. Powrót dziewczyny cieszy jej przyjaciół, którzy jednak niepokoją się, czy po stracie Heatha Zoey poradzi sobie z rzeczywistością. Pojawia się także obawa, czy jej związek z atrakcyjnym wojownikiem Starkiem okaże się pocieszeniem. Tymczasem dla Stevie Rae związek z Rephaimem, Krukiem Prześmiewcą, staje się coraz istotniejszy. Wiąże ich tajemnicze i potężne Skojarzenie. Domowi Nocy wciąż zagraża niebezpieczeństwo ze strony Kalony i Neferet, będącej coraz bliżej osiągnięcia nieśmiertelności.

VIII część z cyklu Dom Nocy ("Przebudzoną") przeczytałam z takim rozpędem, że niestety nie skoncentrowałam się na szczegółach, które mogłyby być przydatne do napisania jakieś w miarę uporządkowanej recenzji.
Zoey wróciła do żywych. Jednak to nie ona i Stark zaprzątali moja uwagę, a Stevie Rae i Rephaim. Uważam, że ich historia była o wiele bardziej ujmująca i to za nich trzymałam najmocniej kciuki. Dlatego bardzo spodobało mi się, że Zoey i reszta poznali prawdę, bo w końcu ich związek mógł ruszył do przodu. Kruk Prześmiewca nie musi się już ukrywać, a to z pewnością zbliżyło go do jeszcze bardziej do Czerwonej Najwyżej Kapłanki.
Rozdarcie Rephaima między swoja ukochaną, a ojcem wydawało mi się logiczne i takie... prawdziwe. Potrafiłam wczuć się w jego sytuacje i może dlatego nie mogłam się doczekać rozdziałów, których on był narratorem.
Nadal jestem zdania, że rozbicie narracji na wiele postaci było  świetnym posunięciem pisarek i nie wyobrażam już sobie powrotu do tego co było na początku, czyli wyłącznej narracji w wykonaniu Zoey. Jej postać mnie jednak jakoś nie przekonuje. Zdecydowanie wolę patrzeć na świat oczami Stevie czy Afrodyty. Z facetów intrygujący są oczywiście Rephaim, Kalona. Stark odkąd  na poważnie zaczął spotykać się z Zo dużo stracił na swoim uroku. Można odnieść wrażenie, że całymi dniami tylko śpi i kocha się z panną Redbird. Taka ciepła kluska się z niego zrobiła. Gdyby nie to, że jest jakoś po akcji w Zaświatach powiązany z Kaloną to byłby kompletnie nie interesujący.
Żałowałam, że tak mało miejsca było poświęconego Afrodycie.
Zagadki i wybory przed jakimi byli postawieni bohaterowie prezentowały się za to obiecująco.

Moja ocena 7/10

piątek, 17 lipca 2015

Recenzja: SPALONA P.C. CAST + KRISTIN CAST

Oryginalny tytuł: Burned; str:382

W Domu Nocy źle się dzieje. Zoey Redbird znajdowała się na rozdrożu. Ze złamanym sercem patrzy, jak rozpada się wszystko, w co wierzyła, i ma ochotę na zawsze pozostać w Zaświatach. Jednocześnie tęskni do przyjaciół, wątpiąc, czy kiedykolwiek uda jej się do nich powrócić. Jedyną osobą wśród żywych, która może do niej dotrzeć, jest Stark. Pozostało  mu tylko siedem dni, by tego dokonać... Tymczasem Stevie Rae skrywa tajemnicę, która - choć grozi zniszczeniem świata - jest być może kluczem do sprowadzenia Zoey.
Po obiecującej "Kuszonej" nie ociągałam się z sięgnięciem po VII cz. cyklu. Niestety tym razem obyło się bez fajerwerków.  Zoey wylądowała w Zaświatach i błądziła w nich niczym mała dziewczynka - zapłakana i zagubiona czekając na ratunek. Pomoc jak można się było spodziewać dotarła, ale dopiero pod koniec książki. Przez większą czasu "Spalonej" Zoey była cieniem samej siebie. 

Jako, że Zo nie jest moją ulubioną bohaterką cyklu "Dom Nocy" jej wycofanie w tej części jakoś szczególnie mi nie przeszkadzało. Jednakże irytowała mnie przewidywalność fabuły. Jedynym ciekawszym wątkiem były elektryzującej relacje jakie łączyły czerwoną wampirkę Stevie Rae i mrocznego Kruka Prześmiewcę - Rephaima. Jestem ciekawa jak potoczą się ich dalsze losy. Interesującym akcentem było też wprowadzenia Wyspa Kobiet i królowej szkolącej wojowników. 

Ale oceniając całość - "Spalona" niestety niespecjalnie nie zachwyciła mnie. Jednak słowa Nyks pobrzmiewające na zakończenie powieści - "To dopiero początek" dały mi nadzieję, że w kolejnym tomach jeszcze sporo będzie się działo. I z pewnością  sprawdzę czy się co do tego nie mylę.

Moja ocena 6/10

Recenzja: KUSZONA P.C. CAST +KRISTIN CAST



Oryginalny tytuł: Tempted; str: 392
Wydawałoby się, że po wygnaniu z Tulsy Kalony i Neferet spokój powraca do Domu Nocy. Kiedy Zoey i jej przystojny wojownik Stark dochodzą do siebie po bliskim spotkaniu ze śmiercią, adepci próbują otrząsnąć się z terroru Neferet. Zoey doświadcza jednak poczucia niepokojącej, niezwykłej więzi z A-ya, dziewczyną stworzoną przed wiekami, by uwieść Kalonę. Tymczasem Stevie Rae, obdarzona teraz dodatkowymi mocami, ma przed przyjaciółką tajemnice. Mroczne sekrety zagrażają nie tylko ich przyjaźni, ale i całemu Domowi Nocy.

"Kuszona" to kolejna część z cyklu "Dom Nocy". Muszę przyznać, że czytało mi się ją dość szybko i przyjemnie. Widać, że autorki popracowały nad swoim warsztatem pisarskim - porównując ten tom z wszystkimi poprzednimi widać sporą różnicę. Myślę, że pisarki wzięły pod uwagę komentarze licznych krytyków i znacznie bardziej zadbały o język powieści, który już nie drażni. Na dalszy plan schodzą też irytujące rozterki miłosne Zoey. Problemy z facetami pojawiają się, ale nie są tak eksponowane i nie na nich skupia się fabuła. 

Myślę, że znakomitym pomysłem było wprowadzenie narracji z punktu widzenia różnych bohaterów. Dzięki temu czytelnik może lepiej poznać bohaterów i ich sposób postrzegania rzeczywistości. Autorki postarały się o to, by jak najlepiej wczuć się w postacie, które prowadzą narracje i uważam, że udało im się to zadanie. Sądzę, że część postaci zostało dzięki temu wzbogaconych o jakąś... "głębie".... Możemy przeniknąć do ich wnętrza, poznać ich myśli  i uczucia. Efekt - bohaterów za którymi wcześniej jakoś szczególnie nie przepadałam zaczęłam darzyć sympatią.

Szczególnie na tle postaci wyróżnia się Stevie Rae, która w początkowych tomach nie wydawała mi się zbytnio interesująca. Jej losy potoczyły się jednak w niespodziewany sposób i teraz jest jedną z najbarwniejszych bohaterów w cyklu. Jestem pełna podziwu dla jej dojrzałego podejścia do funkcji Najwyżej Kapłanki i oddania w sprawie czerwonych adeptów. Stevie to dziewczyna niezwykła, która w każdym potrafi dostrzec dobro. Bohaterka nie boi się zbliżyć do najprawdziwszego zła, a nawet nie wzbrania się z okłamywaniem przyjaciół, gdy czuje, że tak nakazuje jej serce. Mam nadzieję, że nie poniesie za to kiedyś wysokiej ceny.


"Kuszona" narobiła mi ochoty by sięgnąć po kolejną część cyklu "Dom Nocy".

Moja ocena 8/10

niedziela, 12 lipca 2015

Recenzja: OSACZONA - P.C CAST + KRISTIN CAST

Tytuł oryginalny: Hunted; str: 400

Przyjaciele Zoey znów są przy niej, a Stevie Rae i czerwoni adepci przestali być tajemnicą Neferet. Zagrożenie pojawia się ze strony potężnego Kolany. Klucz do powstrzymania jego rozprzestrzeniającej się władzy leży w przeszłości - co jednak, jeśli odkrywając ją, Zoey dotrze do tajemnic, których wolałaby nie znać? Zoey czuje, że nie może w pełni ufać czerwonym adeptom. Musi także dokonać wyboru między byłym chłopakiem, Erikiem, a Starkiem - łucznikiem, który zmarł w jej ramionach pamiętnej nocy, by odrodzić się jako sługa Neferet. Dziewczyna postanawia za wszelką cenę go uwolnić. Ukryte w nim zło jest przerażające.
"Osaczona" to V cz. z cyklu "Dom Nocy". Przyznam, że mniej wytrwały czytelnik może już na tym etapie poczuć się nieco zmęczony tym wydawałoby się  ciągnącym się w nieskończoność cyklem.
Sama "Osaczona" ma - bagatela 400 str. Odniosłam wrażenie, że autorki musiały się trochę namęczyć, by stworzyć tak grubą powieść. Książka jest przeładowana niepotrzebnymi opisami i dialogami. Najwięcej jednak miejsca zajmują nieszczęsne przemyślenia Zoey dotyczące jej problemów z facetami. Główna bohaterka nieustannie usprawiedliwia się sama przed sobą ze swojego niechlubnego zwyczaju do posiadania kilku chłopaków na raz. Najbardziej jednak irytujące są fragmenty, gdy Zoey wprost wyraża swoje przekonanie, że to jej wybrankom czegoś brakuje skoro nie może się na żadnego zdecydować. Jej zamiłowanie do podbojów męskich serc jest tak denerwujące, że nie da się przejść obok niego obojętnie. A w V części jest z tym chyba najgorzej, bo Zo pobija swój rekord i romansuje na raz z aż CZTEROMA facetami. (masakra!) 

Cała akcja powieści zamyka się w dwóch dniach. Są one jednak dość intensywne i dużo się na ich przestrzeni  dzieje. Wciągnęły mnie losy bohaterów i poczułam  panującą w ich świecie grozę. Zo i jej przyjaciele musieli mierzyć się z siłami zła o jakich jeszcze do niedawna nie mieli pojęcia. Sposób prowadzenia przez nich tej walki, spryt jakim się wykazali i wsparcie jakiego sobie wzajemnie udzielali było z pewnością lepszą stroną książki. Podobał mi się także pomysł z tajemniczymi wierszami, których znaczenie musieli rozszyfrować bohaterowie. Mroczna poezja idealnie wpasowała się w klimat powieści i nie sprawiała wrażenie banalnej. 

W "Osaczonej" Zoey jest przedstawiona jako  dojrzała adeptka, która bardzo dobrze włada żywiołami, którymi obdarowała ją Nyks. Jestem ciekawa czy w kolejnych częściach jeszcze jakoś rozwinie swoje talenty czy to już może maksimum jej możliwości. Mam nadzieję, że autorki nas jakoś zaskoczą :) 

Książkę czyta się szybko i tak jak pozostałe tomy cyklu nie jest zbyt wymagającą lekturą. A okładka powieści cieszy oko, jest naprawdę prześliczna.... Nie żałuje czasu poświęconego na czytanie, bo byłam ciekawa jak rozwinie się cała fabuła i co stanie się z bohaterami. Jednakże tej części nie czytałam na pewno z zapartym tchem. Za dużo było odwołań do poprzednich części, w którym autorki przypominały sporo z tego co się wcześniej wydarzyło.  Może dla czytelników, którzy robią duże odstępy pomiędzy czytaniem kolejnych tomów jest to na plus, dla mnie czytającej wszystko w miarę na świeżo nie był to zabieg, który by mi sprawił radość. Do tego było dużo nieistotnych opisów, dialogów i tanich romansowych wstawek. 

Moja ocena: 5/10

czwartek, 9 lipca 2015

Recenzja: NIEPOSKROMIONA - P.C CAST + KRISTIN CAST

Tytuł oryginalny:Untamed; str:360

Życie robi się nieznośne, gdy przyjaciele są na ciebie wściekli. W ciągu tygodnia Zoey traci wszystkich swoich trzech chłopaków i staje się wyrzutkiem, choć niedawno otaczał ją krąg znajomych. Teraz liczba przyjaciół zmalała do dwóch osób, z których jedna jest Nieumarłą, a druga Nienaznaczoną. Tymczasem Neferet wypowiada wojnę ludziom. Zoey jest temu przeciwna, ale czy ktokolwiek jej wysłucha? Wydarzenia w szkole dla dorastających wampirów przybierają niebezpieczny obrót. Zostają ujawnione szokujące fakty, budzi się pradawne zło.
Jeśli ktoś doszedł do "Nieposkromionej" to znak, że zachwycił go niezwykły świat Domu Nocy. Nie będę się wypierać, że zauroczyły mnie przygody Zoey i nie potrafiłabym nie sięgnąć po kontynuacje tej serii.
 4 część cyklu, czyli "Nieposkromiona" jest najbardziej przełomowa z tych tomów, które do tej pory przeczytałam. Nareszcie otrzymujemy istotne odpowiedzi. Wydarzenia jakie mają miejsce w szkole i intencje poszczególnych osób nie są już tak mgliste i niejasne.
Zoey odkrywa, że to nie Neferet jest jej największym problemem. Dziewczyna będzie musiała zmierzyć się z potężnymi siłami o których do niedawna nie miała pojęcia. Czy będzie mogła liczyć na pomoc przyjaciół, których uprzednio zawiodła? 

Plusy "Nieposkromionej":
-Intrygujące czirokeskie wierzenia, który dodają całej powieści jeszcze więcej magii i niezwykłości
-Pradawne zło, z którym co jest bardzo wyraźnie zapowiedziane będzie musiała zmierzyć się główna bohaterka
-Wyrazista postać Afrodyty, której teksty po prostu rozbrajają! Nic nie straciła ze swojego uroku. Podoba mi się też to, że nie wypiera się już faktu, że jest po tej właściwej stronie i trzyma z Zoey .
-Postać Stevi, która na samym początku cyklu żyła tylko tym co robi Zoey. Teraz po "zmartwychwstaniu" ta bohaterka żyje już na szczęście własnym życiem. Cieszy mnie, że  nie jest już tak niewinna i słodka, ukryta tajemnice i spodziewam się, że ze swoimi czerwonymi towarzyszami jeszcze sporo namiesza. Z drugiej strony na plus, że nie jest już tak dzika i przerażająca, bo wtedy nie było łatwo się z nią dogadać... teraz jest bliżej Zo :)
-Od początku raziło mnie krytyczne nastawienie Zoey do ludzi innej wiary, w "Nieposkromionej" dziewczyna poznaje siostry benedyktynki dzięki którym orientuje się, że jej poglądy nie były sprawiedliwe, ani właściwe.
- Nowa postać Stark - w Domu Nocy potrzeba było takiego napływu nowej krwi :D

Minusy "Nieposkromionej":
-Nawrót nawyku romansowania z facetami u Zoey - to jest naprawdę męczące! Wiedziałam, że tak będzie, ale liczyłam, że choć w I cz. autorki dadzą nam odpocząć od opisów ciągłych rozterek miłosnych Zoey. Nic bardziej mylnego. Tłumaczenie się Ericowi ze zdrady były również żałosne, szkoda mi go bo facet naprawdę wydaje się w porządku, a znów wpadł w jej sidła. Co prawda ostro pocisnął Zo po tej akcji z Lorenem, no, ale dziewczyna sobie na to... zapracowała.
-Młodzieżowy język w powieści jest nieco sztuczny i przesadzony. A do tego wulgarny, ale, że do już 4 część to aż tak bardzo mnie to nie irytowało, zdążyłam przywyknąć.

Z cyklem "Dom Nocy" jest tak, że cholernie wciąga i chcąc nie chcąc sięga się po następną część. To lekka i niewymagająca lektura, która zadowoli każdego kto ma za dużo wolnego czasu.

Moja ocena  - 8/10

Recenzja: WYBRANA - P.C. CAST + KRISTIN CAST

Tytuł oryginalny: Chosen; str: 293
Do Domu Nocy zakradły się ciemne moce i żądza krwi,a  szkole przygody dorastającej wampiry Zoey stają się coraz bardziej tajemnicze. Ci, którzy wydawali się przyjaciółmi, okazują się wrogami, a zaprzysięgli wrogowie... stają się przyjaciółmi. Odwaga Zoey została wystawiona na największą próbą. Przed nią nie lada wyzwanie. Wie, że tylko ona może uratować Stevie Rae, która przeistoczyła się w nieumarłą.
Wszystko co odkryje, musi być zachowane w tajemnicy przed resztą mieszkańców Domu Nocy, w którym zaufanie stało się towarem deficytowym.


Plusy "Wybranej":
- wysuwająca się na I plan dynamiczna postać Afrodyty (która zmieniła się na lepsze, ale nie straciła całkiem swojego wrednego charakterku :D) i jej nieuniknione zbliżenie się do Zoey - obie dziewczyny są bardzo utalentowane i mogą wiele zdziałać - razem tworzą ciekawy duet!
- interesujące nakreślone napięte i wrogie relacje między Zoey a Neferet - to, że Zo nie może nikomu wyznać, że jej mentorka nie jest tym za kogo się podaje dodaje książce dużo pikanterii!
- zagadkowi Nieumarli. Cyklowi brakowało prawdziwie dzikich, nieobliczalnych i krwiopijczych wampirów, a to w co przeistoczyła się Stevi Rae i jej towarzysze uzupełnia te dawne braki.
-knucia Neferet  - babka jest naprawdę utalentowaną manipulantką, co by nie gadać za te wszystkie ciekawe akcje w książce, które nie miały by miejsca bez jej "skromnego" udziału...  szacunek.

Minusy "Wybranej"
- rozbudowane wątki romansowe głównej bohaterki - Heath, Eric, Loren... i kto jeszcze? Zoey  w kontaktach z facetami nie ma żadnych hamulców. Do tego jest naiwna i bezmyślna. Wkurzało mnie to, że Zo nie liczyła się z uczuciami swoimi "chłopaków" bez zażenowania zdradzała Erica. Opis schadzek Zachowanie Zoey napawało mnie niesmakiem i cieszyło mnie gdy w końcu dostała za wszystko nauczkę. Tyle, że coś czuje, że niewiele ją ona nauczy... ;/
- absurdalne nawet jak na książkę fantastyczną wydarzenia... odznaczenie Afrodyty? To było na poważnie dziwne! I nie wiem jakim cudem pomogło Stevi.
-przykre przedstawienie Ludzi Wiary - Zoey niestety wszystkich wierzących ocenia miarą swojego ojczyma. 

Moja ocena 7/10

Recenzja: ZDRADZONA P.C. CAST + KRISTIN CAST

Oryginalny tytuł: Betrayed; str:347

Zoey Redbird, adeptka w szkole wampirów, czuje, że wreszcie odnalazła swoje miejsce na ziemi.

Została przewodniczącą Cór Ciemności i co najważniejsze ma chłopaka... a nawet dwóch.Tymczasem w środowisku zwykłych śmiertelników dochodzi do tragedii - ginie kilkoro nastolatków. a wszystkie tropy wiodą do Domu Nocy. Kiedy ludziom z jej dawnego otoczenia grozi niebezpieczeństwo. Zoey zaczyna sobie uświadamiać, że niezwykła moc, jaką została obdarzona, obraca się przeciwko jej najbliższym. Dziewczyna musi znaleźć w sobie dość siły by stawić czoła najgorszemu - zdradzie.
Druga część cyklu "Dom Nocy" podobała mi zdecydowanie bardziej od pierwszej. Być może do pewnych  bohaterów po przeczytaniu I cz. zdążyłam się już przywiązać i byłam ciekawa jak rozwiną się ich losy... Ale wydaje mi się, że po prostu "Zdradzona" jest bardziej dopracowana i przemyślana . Nietypowe zwroty akcji, zdarzenia, których czytelnik się nie spodziewa to wszystko sprawia, że czytanie tej pozycji budzi emocje. Do tego w miarę zagłębiania się w historii nabieramy przekonania, że w tym świecie rzeczywiście nic nie jest takie jakim się wydaje. Zdrada tych których uważamy za przyjaciół jest naprawdę bolesna i Zoey przekonuje się o tym na własnej skórze.  Myślę, że ta część najlepiej oddaje pamiętne słowa Nyks, które jeszcze nie raz pojawią się zapewne na kartach tego cyklu:

"Ciemność nie zawsze oznacza zło, a światło nie zawsze niesie za sobą dobro."

Zoey w tej części jest już na dobre zadomowiona w Domu Nocy. Podoba mi się jej odpowiedzialne i mądre podejście co do kierowania Córami Ciemności. Te odprawiane przez nią rytuały wprowadziły na karty powieści naprawdę niezwykłą aurę. Uważam też, że Zo jest świetną przyjaciółką dla ludzi, którzy są jej bliscy. Jej postawa udowadnia, że Nyks nie myliła co do wyróżniania jej nietypowymi umiejętnościami. Niestety dalej bohaterka boryka się z "problemami sercowymi" co jest z lekka irytujące... naprawdę tak ciężko się na kogoś zdecydować? 

Podsumowując "Zdradzona" jest książką niesamowitą, pełną zagadek i mrocznych tajemnic. Polecam tą książkę wszystkim, którzy uwielbiają fantastyczne opowieści z dreszczykiem emocji :)
Moja ocena 8/10

niedziela, 5 lipca 2015

Recenzja: NAZNACZONA P.C. CAST + KRISTIN CAST

Oryginalny tytuł: Marked; str: 326

Zoey to zwyczajna nastolatka, która dzieli życie między szkolną monotonię, a rodzinną niesielankę. Pewnego dnia cały jej świat staje na głowie. Zostaje N a z n a c z o n a i musi się udać do szkoły Domu Nocy. Tylko tam może przejść niezbędną Przemianę w dorosłego wampira. Dziewczyna próbuje odnaleźć się w nowym, fascynującym świecie. Wkrótce odkrywa, że jest wyjątkowa, co przysparza jej wielu wrogów. Sprzymierzeńcem Zoey okazuje się Erik, jeden z najbardziej atrakcyjnych i utalentowanych wampirów w szkole.
                                  Książkę napisała P.C. Cast - znana i nagradzana autorka romansów oraz powieści fanastycznych, wraz z córką Kristin. Cykl powieściowy "Dom Nocy" szybko zyskał popularność, trafiając na szczyty list bestellerów, stając się najpopularniejszym cyklem wampirycznym obok "Zmierzchu" Stephenie Meyer.

Przyznam, że pierwsze części cyklu "Dom Nocy" już kiedyś czytałam, a ponieważ miło wspominałam ich lekturę to postanowiłam do nich  powrócić.  Już samo to, że zdecydowałam się na powtórkę z rozrywki dużo mówi o moim stosunku do tych książek, który jest co tu ukrywać - pozytywny.
W I tomie gdy poznajemy Zoey jest ona zwykłą nastolatką, szybko jednak okazuje się, że jedno zdarzenia na zawsze odmienia życie dziewczyny. Zoey zostaje naznaczona i musi przenieść się do nowej szkoły, gdzie ma przejść przemianę w dorosłego wampira. Sam początek powieści niestety  nie porywa. Oklepany temat -wampiry, zmiana szkoły - niczym w "Zmierzchu", niezbyt ciekawa akcja. Ale  z czasem fabuła się rozkręca i  moim zdaniem warto dać książce szanse.
Zoey w Domu Nocy udowadnia, że jest odważną, nie bojącą się wyzwań dziewczyną. To interesująca postać. Ma swoje wady, nie podoba mi się, że tak ciągnie ją do facetów i że nie może zdecydować się na jednego. A poza tym  bardzo polubiłam tę bohaterkę, chociażby dlatego, że jest lojalną, oddaną przyjaciółką. Do tego jest niezwykle zdolna, wrażliwa i pragnie walczyć ze złem i niesprawiedliwością. 
Podobała mi się kreacja złych postaci np. wrednej i egoistycznej Afrodyty. 

Książka ma fajny klimat, a autorki miały intrygującą koncepcje na przedstawienie świata wampirów. W powieści jest wiele oryginalnych i niespotykanych wcześniej rozwiązań. Mroczne zdarzenia jakich świadkiem jest Zoey np. śmierć adeptów, którzy nie przeszli przemiany, pojawiające się w Domu Nocy duchy dodają książce z kolei pikanterii. Zoey bierze też udział w dziwnych rytuałach i dowiaduje się, że w jej żyłach płynie pełna magii krew. 
Dom Nocy jest przez to wszystko jedynym w swoim rodzaju, niezwykłym miejscem i warto się w nim zagłębić.

Książka "Naznaczona" jest warta przeczytania, myślę, że wielu osobom może się  ona spodobać. Język powieść nie zachwyca, ale zamysł autorek i jego realizacja budzi pozytywne odczucia. Całość zasługuje na uwagę.

Moja ocena - 7/10

czwartek, 2 lipca 2015

Recenzja: ZOSTAŃ, JEŚLI KOCHASZ - GAYLE FORMAN

Tytuł oryginału: If I stay; str: 243
Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć? 
Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, wspomina dotychczasowe życie.

W książce "Zostań, jeśli kochasz" zarysowana jest poruszająca i skłaniająca do głębszych refleksji historia. Główna bohaterka Mia po tragicznym wypadku musi zawalczyć o siebie i o swoje dalsze życie. W obliczu traumatycznych wydarzeń jakie ją spotkały brakuje jej jednak  sił. Dziewczyna straciła w wypadku najważniejsze dla niej osoby bez których nawet nie wyobraża sobie dalszego życia. 

"Uświadomiłam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne".

Główna bohaterka nie wzbudziła we mnie większych emocji. Współczułam jej sytuacji w jakiej się znalazła i dopingowałam ją w dokonaniu właściwego wyboru, ale... to wszystko. Jej relacja z przebiegu zdarzeń była zbyt beznamiętna, sucha... odniosłam wrażenie, że była wobec wszystkiego co ją spotkało dość obojętna. Przez to nie byłam w stanie wyobrazić sobie tego wszystko i wczuć się w jej położenie. Mia wszystko przyjmowała tak chłodno. Jakby była czymś otumaniona. Może to był celowy zabieg - w końcu  Mia jej na pograniczu życia i śmierci, więc w sytuacji dość ekstremalnej, ale efekt jest taki, że całość pod względem pobudzenia czytelnika do przeżywania  głębszych emocji wypadła średnio.

Jeśli mam być szczera podczas czytania się trochę wynudziłam. Nie chodzi już tylko o tą beznamiętną narracje, po prostu.... Życie Mii przed wypadkiem, jej relacje z rodzicami, czy też chłopakiem Adamem także nie porywały. Bohaterka w gruncie rzeczy była zwyczajną dziewczyną, a w jej historii nie było nic niezwykłego.  A inne postacie również niczym szczególnym się nie wyróżniały.

Raczej nie zaryzykuje zakupu dalszej części tej historii "Wróć, jeśli pamiętasz". Chętnie jednak obejrzę film, bo słyszał, że jest niezły.

Moja ocena książki - 5/10

wtorek, 30 czerwca 2015

PRZECZYTANE W CZERWCU - PODSUMOWANIE MIESIĄCA




Czerwiec, był dość wyczerpującym miesiącem.... oczywiście z powodu sesji. Przez wszystkie egzaminy, kolokwia nie miałam zbyt wiele czasu dla siebie. Po załatwieniu wszystkich uczelnianych formalności znalazłam na szczęście chwilę, by poświęcić się swojej pasji i udało mi się trochę poczytać. :)

W czerwcu przeczytałam: - 5 książek tj. w sumie  2225 str.

Liczę na to, że nowy miesiąc będzie dużo bardziej owocny pod względem przeczytanych książek!

Recenzja: NAMIĘTNOŚĆ LAUREN KATE

"W każdym życiu wybiorę Ciebie. Tak jak ty zawsze wybierałeś mnie. Na zawsze".
TRZECI TOM UZALEŻNIAJĄCEGO CYKLU "UPADLI", W KTÓRYM LUCE MUSI POZNAĆ PRZESZŁOŚĆ, POZNAĆ PRAWDĘ I ZMIENIĆ PRZEZNACZENIE.

Oryginalny tytuł: Passion; str: 432


"Luce była gotowa umrzeć dla Daniela. I to właśnie robiła. Raz za razem. Luce i Daniel stale się odnajdywali, by wkrótce potem zaznać bólu rozstania - Luce umierała, a Daniel pozostawał samotny i nieszczęśliwy. Czy na pewno tak musiało być...?
Luce jest pewna, że coś - lub ktoś - w jednym z jej wcześniejszych wcieleń może jej pomóc w obecnym. Dlatego wyrusza w najważniejszą podróż swojego życia - powraca w przeszłość, by na własne oczy zobaczyć co ją łączyło z Danielem... i odnaleźć klucz, dzięki któremu ich miłość mogłaby przetrwać.
Cam i legiony aniołów oraz Wygnańców rozpaczliwie pragną pochwycić Luce, nikt jednak nie dąży do tego bardziej gorączkowo niż Daniel. Goni za Luce przez ich wspólne przeszłości, przerażony tym co by się stało gdyby zmieniła historię. Wtedy ich ponadczasowa miłość mogłaby zginąć... na zawsze".

III część "Upadłych" jest utrzymana w podobnym klimacie co II części poprzednie - to typowy romans paranormalny. Wielbicielom książek tego rodzaju być może cały cykl przypadnie do gustu, choć nie jest zbyt przemyślany, nie wnosi również nic świeżego do gatunku, który reprezentuje. Powiela dawno utarte schematy. W mojej opinii co do warsztatu pisarskiego autorki też można by mieć liczne zastrzeżenia.

Akcja w "Namiętności" rozwija się dość wolno i czytelnicy, którzy oczekują napięcia, nagłych zwrotów akcji i zaskoczenia mogą sięrozczarować. Właściwie dopiero pod koniec robi się ciekawie. Natomiast podróże, które odbywa Luce do swoich poprzednich wcieleń są przewidywalne. Wiadomo jak zakończy się przedstawiona historia wcielenia Luce. Raz przedstawiony schemat powtarza się po wielokroć i jest to dość nużący zabieg pisarki. Uważam, że zamiast wprowadzać multum nowych postaci do których nawet nie zdążymy się przywiązać pisarka powinna się ograniczyć do przedstawienia 3-4 jakiś znaczących wcieleń, ale dokładniej i to by w zupełności wystarczyło.

W "Namiętności" wszystko skupia się na podróży Luce do przeszłości. Jest to ciekawy pomysł, ale mógłby być zdecydowanie lepiej zrealizowany. Na szczęście nie jest tak nudno, jakby mogło być, bo Luce praktycznie przez cały czas  towarzyszy tajemniczy gargulec Bill. Od razu wydało mi się to podejrzane,  że tak pojawił się znikąd i zaproponował bohaterce bezinteresowną pomoc. Mimo to ujawnienie jego tożsamości i tak wprowadziło mnie w osłupienie... mogłam się domyślić, ale... chyba się tego po prostu nie spodziewałam. Myślę, że gdyby nie postać Billa ta część całkowicie by mnie rozczarowała, ale jego obecność dodała wszystkiemu co się działo jakiegoś głębszego znaczenia. Cieszę się ponadto, że Lauren Kate wreszcie coś nam wyjaśniła. Przybliżała nam okoliczności rzucenia przekleństwa na Luce i Daniela, pokazała jak silne podstawy ma  ich uczucie i wyjaśniła przyczyny upadku aniołów. Były to interesujące aspekty książki dla których warto ją przeczyć.

Osobom, które przeczytały I i II cz. cyklu "Upadli" polecam sięgnięcie po kontynuacje, ponieważ w niej znajdują się istotne odpowiedzi na pytania które z pewnością nurtują pasjonatów tej historii.

Moja ocena 6/10

sobota, 27 czerwca 2015

Recenzja: UDRĘKA - LAUREN KATE

Tytuł oryginalny: Torment; str: 470.

"Drugi tom uzależniającego cyklu "Upadli", w którym...
miłość nigdy się nie kończy!
Piekło na ziemi. Tak właśnie czuje się Luce z dala od swojego chłopaka Daniela, upadłego anioła. Minęła wieczność nim się odnaleźli, ale teraz znów się rozstaną...  Daniel musi walczyć z Wygnańcami - nieśmiertelnymi, którzy chcą zabić Luce. Dziewczyna ukrywa się w Shoreline, szkole na skalistych wybrzeżach Kalifornii, gdzie przebywają wyjątkowo uzdolnieni uczniowie - Nefilim, potomkowie ludzi i upadłych aniołów. W Shoreline Luce dowiaduje się czym są cienie i jak można je wykorzystywać, by zobaczyć swoje wcześniejsze wcielenia.  Jednakże, im więcej się dowiaduje, tym bardziej prześladuje ją myśl, że Daniel nie powiedział jej wszystkiego. Coś przed nią ukrywa - coś niebezpiecznego. 
A jeśli wersja przeszłości opowiedziana przez Daniela nie jest prawdziwa? A jeśli przeznaczeniem Luce jest życie z kimś innym?"


Przebrnięcie przez kontynuacje cyklu "Upadłych" nie okazało się na szczęście tytułową "udręką"... Zniesmaczona I tomem cyklu spodziewałam się najgorszego i podeszłam do książki z dużą rezerwą. 
O dziwo nie było tak źle, choć z drugiej strony nadal o żadnej rewelacji  mowy być niestety nie może. 

Pierwszą pozytywną zmianą jaką można zauważyć jest zmiana miejsca akcji. Luce przenosi się z Sword&Cross do Shoreline. Jak już wspomniałam, w poprzednim poście, ośrodek Sword&Cross był z kilku powodów nieco absurdalnym, dziwnym i pretensjonalnym miejscem. Kalifornijska szkoła Shoreline jest o tyle bardziej przekonywująca, że w miejscu szczególnym, gdzie przebywają niezwykli uczniowie - potomkowie ludzi i upadłym aniołów wszelkie niewiarygodne zdarzenia można zdecydowanie łatwiej zaakceptować. Drugim naprawdę sporych plusem wynikającym z takiego obrotu sprawy jest zapowiadane rozdzielenie bezgranicznie w sobie zakochanych bohaterów: Daniela i Luce. Przynajmniej tymczasowe... Ucieszyłam się ponieważ czytanie w kółko o tym jak się całują i wyznają sobie miłości wywoływało u mnie odruch wymiotny. Niestety mimo tych obiecujących zapowiedzi szybko okazuje się, że Daniel nie umie dotrzymać danego słowa i trzymać się z dala od Luce nawet przez parę dni.... 

Mimo tego główna bohaterka spędziła trochę czasu z dala od Daniela i muszę przyznać, że dobrze jej to zrobiło. Nie mając za kim się uganiać i do kogo wzdychać nareszcie dała się poznać czytelnikowi z nieco innej strony niż tylko  zadurzonego dziewczęcia. Poznała nowych nauczycieli - anioła Francesce i demona Stevena oraz przyjaciół - Shelby i Milesa. Muszę przyznać, że były to nawet interesujące postacie. Luce udowodniła też, że potrafi wziąć sprawy w swoje ręce, a nie tylko bezczynnie siedzieć i czekać na ratunek, czy na nie wiadomo co.. (jak chciałby Daniel).  Każdy czytając książkę zauważy, że na linii - Daniel - Luce - nie dzieje się najlepiej. Dziewczyna denerwuje się, że Daniel nie chce jej nic wyjaśnić,  ukrywa przed nią prawdę, do tego nakazuje jej siedzieć w ukryciu i nie szukać odpowiedzi na własną rękę. Trudno się dziwić, że Luce nie słucha swojego chłopaka i próbuje się mu postawić. Główna bohaterka w tak oczywisty sposób narażała się na niebezpieczeństwo, jakby chciała swoim zachowaniem zrobić  na złość zakochanemu w niej aniołowi. ;)  Nie bacząc przy tym na swoje życie... Jakie by nie były motywy jej zachowania.. lekkomyślność? próba zwrócenia na siebie uwagi? czy po prostu nieświadomość jak ogromne czyha na nią niebezpieczeństwo.. między zakochanymi często dochodzi do kłótni. Luce ma nawet chwilę wahania, zastanawia się nad tym co czuje do Daniela i czy to z nim powinna być. Sprytnie wykorzystuje to kręcący się przy niej Miles... Może byłoby mi  szkoda Daniela, ale jego protekcjonalny ton, brak szczerości,  pocałunki, a chwilę potem kłótnie z Luce i niespodziewane odloty  tak mnie irytowały, że kibicowałam każdemu jego konkurentowi. Po prostu znienawidziłam jego postać... 

Co do samej końcówki nie zachwyciło mnie to, że wszyscy bohaterowie tak zwalili się do domu Luce. Co to w ogóle było? Uważam, że można było znaleźć o wiele lepsze miejsce na takie starcie. Na domiar złego wszystko rozegrało się na oczach niczego wcześniej nieświadomej Callie... Aż dziw bierze, że dziewczyna nie zemdlała, bo chyba każdy na jej miejscu zaliczyłby zgona. Jestem ciekawa jak rozwiąże się teraz sprawa z rodzicami Luce... Nie jestem pewna, czy wtajemniczanie ich we wszystko to dobre rozwiązanie, jednak jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że wymyślą na poczekaniu dość przekonujący kit, by pozostawić ich w błogiej nieświadomości... No, ale wszystko się okaże. 

Luce natomiast, nie wywierała we mnie już tak negatywnych emocji jak w I tomie. Podobało mi się to, że nie była tchórzliwa,za wszelką cenę chciała dowiedzieć się co działo się z nią w przeszłości i co skrywają w sobie cienie.  Pod koniec powieści również zaskoczyła mnie odwagą i swoją decyzją. Gdyby nie jej upór, kolejna część nie zapowiadałaby się tak ciekawie. Mam nadzieję, że naprawdę w III tomie "Namiętności" będzie się działo :D 

Moja ocena 6/10


czwartek, 25 czerwca 2015

Recenzja: UPADLI - LAUREN KATE

"W Danielu Grigori jesr coś boleśnie znajomego...
Luce Price zwraca uwagę na tajemniczego i zdystansowanego Daniela już w pierwszy dzień w szkole Sword&Cross w dusznej Georgii. On jest jedynym jasnym punktem w miejscu, w którym nie wolno używać komórek, inni uczniowie to świry, a każdy ich krok śledzą kamery.

Choć Daniel nie chce mieć z Luce nic wspólnego - i robi wszystko, żeby dać jej to wyraźnie do zrozumienia - dziewczyna nie potrafi się powstrzymać. Przyciągana niczym ćma do płomienia, musi dowiedzieć się, jaką tajemnice ukrywa Daniel... nawet gdyby miało ją to zabić".


Oryginalny tytuł: Fallen; str: 460
Poszłam za ciosem i chwyciłam się za kolejną pozycje o aniołach. Przyznam, że tym razem się rozczarowałam... Cieszę się, że tę książkę tylko wypożyczyłam, z pewnością gdybym ją kupiła żałowałabym wydanych pieniędzy. 

Ale po kolei... Sam początek powieści jest naprawdę  obiecujący! - główna bohaterka trafia bowiem do nowej szkoły, która jest... poprawczakiem. Sceneria opisana przez autorkę wywołuje dreszczyk emocji. Ponure, smutne, szare pomieszczenia, wszechobecne kamery i nieobliczalni ludzie przebywający w tym strasznym, tajemniczym miejscu. Jednak szybko okazuje się, że w ośrodku Sword&Cross nie jest tak źle jakby się mogło wydawać. Jakim problemem są kamery skoro można je bezkarnie zakleić? Czym są kraty i druty kolczaste jeśli uczniowie mogą bez trudu opuścić teren szkoły? Do tego ich nieobecność jest niezauważona. W końcu po co Luce i inni uczniowie zmuszani są oddać komórki? To zapowiada niezły rygor, tymczasem uczniowie jakiś cudem przemycają niebezpieczne narzędzia takie jak: noże, scyzoryki, nożyczki. Moją nawet okazje imprezować i pić alkohol...

Trochę naciągane, prawda? 

Luce szybko zresztą jakby zapomina o tym, że jest w poprawczaku,  nowe miejsce uznaje za idealne do... znalezienia sobie chłopaka. Już w pierwszym dniu wpada jej w oko dziwny, skryty Daniel, ale żeby nie było nudno równocześnie podoba jej się podejrzanie otwarty i chętny do pomocy Cam. I tak oto otworzy się klasyczny i oklepany "trójkąt miłosny". Przy czym czytelnik ma pełną świadomość, że bohaterka faworyzuje jednak kandydata nr.1. Dlaczego? Cóż, normalnie każda laska trzymałaby się z dala od faceta, który z uśmiechem na twarzy  pokazuje jej środkowy palec nawet jej nie znając... Ale nie Luce, ona jest odporna  na takie subtelne znaki, że ma się od kogoś odwalić.

Praktycznie cała książka jest oparta na dziwnych i nieco żałosnych podchodach Luce do Daniela. Zadurzone dziewczę czuje niewytłumaczalną potrzebę zbliżenia się do niego, nawet jeśli ten ma ją centralnie w nosie. Jej wybranek natomiast trzyma ją na dystans, no chyba, że dostrzega, że rozmawia z Camem, wtedy robi jej wyrzuty, a nawet bije rywala. 

Zdecydowanie choruje na syndrom psa ogrodnika: sam nie zje i drugiemu nie da ;/  

Z czasem jest tylko gorzej, główna bohaterka jest mdła i niejaka. Nie wypowiada ani jednej mądrej kwestii, do tego robi za sierotę, którą co rusz musi ktoś ratować... zazwyczaj rycerzem na białym koniu jest  oczywiście Daniel... a ja nieustannie zastanawiam się co ci faceci w niej widzą.

Co do reszty postaci, niby jesteśmy w poprawczaku, ale jakiś zdemoralizowanych i niebezpiecznych typów ze świecą, by w tym świecie szukać. A nawet jeśli są, to niestety Luce jest zbyt zajęta swoimi problemami miłosnymi, by to zauważyć. Pojawia się też nowa koleżanka Luce, które pomagają jej oczywiście prześladować Daniela. I na tym chyba jej rola się kończy. Bo autorka, bez wahania likwiduje ją, gdy przestaje być już zakochanym potrzebna. Lucy niby przejęła się tym faktem, ale szybko skupiła się na tym co najważniejsze, czyli na Danielu i ich wspólnym szczęściu.

To by było na tyle jeśli chodzi o fabułę. Pojawia się parę paranormalnych wątków, ale są one jeszcze bardziej naciągnięte, niż to co opisałam i aż przykro o nich wspominać. Więc nie będę... A co do głównej bohaterki... Jedyny interesujący fakt dotyczący Luce jest taki, że widzi cienie. I jest to dość ciekawy wątek, ale w I tomie niewystarczająco moim zdaniem rozwinięty. Tak naprawdę na temat zagadkowych cieni nie dowiadujemy się nic odkrywczego. Na wiele pytań nie otrzymujemy odpowiedzi, właściwie wszystko jest niejasne, ale te niedopowiedzenia i bardzo dziwne zdarzenia, które mają miejsce głównie pod koniec powieści wcale nie zachęcają, by sięgnąć po dalszą część. Przynajmniej u mnie to  wszystko budziło jakiś niesmak i rozczarowanie. Postanowiłam jednak dać szansę tej sadze i przeczytam drugi tom "Udrękę", by zobaczyć czy pisarka ma do zaoferowania czytelnikom coś lepszego niż,  moim zdaniem nieudanych, "Upadłych". 

Moja ocena: 4/10

środa, 24 czerwca 2015

Recenzja: NIEZIEMSKA - CYNTHIA HAND

"Wzruszająca opowieść o przeznaczeniu, pierwszej miłości i dramatycznej walce między głosem obowiązku, a głosem serca. Dziewczyna - anioł rozdarta pomiędzy swoim pierwszym anielskim obowiązkiem a pierwszym ziemskim uczuciem. Czy siedemnastoletnia Clara Gardner jest gotowa, by zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem?"

Tytuł oryginalny: UNEARTHY; str: 399

Książkę "upolowałam" w bibliotece. Szukałam czegoś  lekkiego i przyjemnego po wykańczającej sesji i  ciągłym czytaniu przyciężkich, z góry narzuconych  rzeczy. Nie zawiodłam się, rzeczywiście przy "Nieziemskiej" można się odprężyć, zrelaksować i spędził miło popołudnie, czy tam wieczór. Chciałam odpłynąć w świat wyobraźni, fantazji autorki i to mi się bez wątpienia udało. Zaletą tej pozycji był dla mnie fakt, że jest o aniołach. Czytałam kilka książek o wampirach, czarownicach itp. stworach. A to było dla mnie coś nowego! Chciałam po prostu zabłąkać się do tego przedziwnego świata aniołów, bo w nim jeszcze nie byłam. Interesowało mnie jak autorka wyobraża sobie anioły, no i czy będą jakieś... upadłe ;> Zapoznanie się z historią o niebiańskich stworzeniach stanowiło dla mnie pociągająca perspektywę. Opowieść o młodej anielitce (dziewczyna jest w 3/4 człowiekiem w 1/4 aniołem) Clarze pochłonęłam więc w jeden dzień.

Clarę przeprowadza się do nowego miasta, by spełnić swoje pierwsze poważne anielskie zadanie.  Co jakiś czas nawiedza ją niepokojąca wizja przyszłości w której widzi płonący las... W niebezpieczeństwie zdaje się być przebywający w nim młody chłopak.. Czy zadanie bohaterki polega na uratowaniu go? 

Na początku jest chłopak, który przebywa wśród drzew.
Mniej więcej w moim wieku, już nie dziecko, ale jeszcze nie mężczyzna, ma może siedemnaście lat.
Nie jestem pewna, skąd to wiem.
Widzę tylko tył jego głowy, wilgotne ciemne włosy kręcą mu się na karku. Palące słońce wysysa soki ze wszystkiego, co żyje. Niebo na wschodzie ma dziwną pomarańczową barwę. Czuć gryzący zapach dymu. Przez chwilę przepełnia mnie tak przytłaczający żal, że aż trudno oddychać.
Nie wiem dlaczego.
Robię krok w stronę chłopaka i otwieram usta, żeby go zawołać, ale nie znam jego imienia.
Ziemia chrzęści mi pod stopami.
Usłyszał.
Zaczyna się odwracać.
Jeszcze chwila, a zobaczę jego twarz.
I wtedy wizja opuszcza mnie.
Mrugam i już jej nie ma.

Szybko okazuje się, że chłopakiem z wizji jest Christian. Clara poznaje go i od razu czuje, że łączy ich jakaś przedziwna więź. Christian fascynuje Clare, a wizje dają jej jasno do zrozumienia, że to właśnie on jest jej przeznaczony. Sprawy komplikują się gdy anielitka orientuje się, że Chris jest zajęty, a jego dziewczyna zaczyna szybko nienawidzi Clary. Na drodze bohaterki stanie natomiast Tucker, wredny, złośliwy, bezczelny niebieskooki kowboj, który szybko przejrzy Clarę na wylot. Między Tuckerem a Clarą narodzi się uczucie, którego dziewczyna nie będzie potrafiła przezwyciężyć. Anielitka będzie musiała dokonać naprawdę trudnych wyborów. Czy wypełni swoje zadanie? Jakie konsekwencje spotkają bohaterkę za igranie z losem? Czy miłość zwycięży z obowiązkiem? 

No cóż... na żadne z tych kluczowych pytań nie zyskamy jednoznacznej odpowiedzi po przeczytaniu pierwszego tomu trylogii. Zadanie i wizje Clary są nadal jedną wielką zagadką. Końcówka powieści jest bardzo zaskakująca. To oczywiście poczytuje jak najbardziej na plus, choć byłam nieco zirytowana tym, że pisarka skończyła w takim właśnie momencie, że podobała tak mało odpowiedzi. Jestem ogromnie ciekawa  także co stanie się z innymi postaciami... Bardzo mnie intryguje jakie tajemnice skrywa przyjaciółka Clary Angela, dziewczyna spłodzona przez złego anioła. Albo co ukrywa mama głównej bohaterki, która niechętnie mówi o swojej przyszłości. Autorka w oczywisty sposób zadbała o to, by czytelnicy chcieli poznać dalszej części tej historii. Ja z pewnością po nie sięgnę.. :) 

Moja ocena 7/10

Recenzja: PIĘKNA KATASTROFA - JAMIE MCGUIRE

"Intensywna. Niebezpieczna. Wciągająca. Absolutnie uzależniająca.
Powieść, na punkcie której oszalały młode Amerykanki."

Oryginalny tytuł: BEAUTIFL DISASTER; str: 464

Książka zwróciła mają uwagę okładką... Motyl zamknięty w słoiku, tytuł "Piękna katastrofa".... nie mogłam tego wszystko z sobą połączyć...  Jakoś podświadomie mnie to zaintrygowała. Sądziłam, że będzie to mdły romans, po prostu banalna opowieść o porządnej dziewczynie i zepsutym chłopaku.  Tak zresztą sugerował opis z tyłu okładki. Mimo, że wszystko krzyczało we mnie "nie!" to nie wiedzieć czemu miałam dziwne przeczucie, że muszę poznać tę historie. 

Moja intuicja mnie nie myliła! Odkąd zaczęłam czytanie, ani przez moment nie żałowałam pieniędzy wydanych  na książkę."Piękna katastrofa" naprawdę uzależnia! Stała się taką moją obsesją... Nie mogłam się od niej oderwać, czytałam z wypiekami na twarzy, a do lektury tej książki wracałam wielokrotnie. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale niewiele jest książek, które zrobiły na mnie tak wielkie wrażenie. 

Główna bohaterka dziewiętnastoletnia Abby Abernathy wydawała mi się z początku zwykłą dziewczyną... Nic szczególnego mnie w niej nie zachwyciło, nic też szczególnie nie zraziło. Szybko jednak okazuje się, że nie jest ona taką do końca porządną i miłą panienką jak się z pozoru wydaje, potrafi nieźle zaleźć ludziom za skórę, do tego  ma swoje mroczne tajemnice, ucieka od przeszłości i próbuje w nowej szkole zacząć wszystko od nowa.

Przeznaczenie stawia jej  jednak na drodze pewną przeszkodę - gorącego podrywacza Travisa Maddoxa.  Uosabia on wszystko od czego Abby chce uciec: brutalną siłę, alkohol i niefrasobliwość w kontaktach z kobietami, które w większości o dziwo nie mają mu za złe, że zalicza jedną po drugiej. Zdrowy rozsądek podpowiada bohaterce, że powinna trzymać się od niego z daleka, jednak w wyniku pewnego zakładu nie jest to możliwe. Czy Abby będzie dość silna i stanowcza, by mu nie ulec?

Szafa pękała w szwach od ciuchów. Westchnęłam ciężko, odgarniając włosy z twarzy. W całym tym bałaganie z trudem odszukałam podkoszulek. Kiedy zdejmowałam go z wieszaka, Travis zaszedł mnie od tyłu i objął w talii.
-Przestraszyłeś mnie! - zawołałam z pretensją w głosie.
Przesunął dłońmi po mojej skórze. Inaczej niż zwykle - powoli, z rozmysłem. Zamknęłam oczy, kiedy przyciągnął mnie do siebie, ukrył twarz w moich włosach i musnął nosem szyję. Dotyk jego nagiego ciała sprawił, że dopiero po chwili zaprotestowałam.
-Travis....

Z pewnością będą osoby, których książka nie zachwyci... Travis jest porywczy, impulsywny, kompletnie nad sobą nie panuje i szaleje z zazdrości, a Abby tylko go nakręca... raz do niego lgnie, w innej chwili zachowuje się tak jakby go nie cierpiała i chodzi na randki z innym. Między bohaterami wytarza się prawdziwe toksyczna i niezdrowa relacja.  


Jednak właśnie to, że bohaterowie nie są sztucznie idealni, sprawia, że historia nieprzerwanie trzyma w napięciu i jest jeszcze bardziej prawdziwa. 

"Piękna katastrofa" przedstawia przewrotne losy młodych ludzi, którzy zmagają się z namiętnością i pożądaniem, powieść pokazuje jak wiele przeciwności potrafi pokonać prawdziwa  miłości i jak wiele jedna, przypadkowo spotkana osoba może zmienić w naszym życiu.
Myślę, że to idealna książka na teraz, by zwalczyć wakacyjną nudę. 

Moja ocena 10/10