Po obiecującej "Kuszonej" nie ociągałam się z sięgnięciem po VII cz. cyklu. Niestety tym razem obyło się bez fajerwerków. Zoey wylądowała w Zaświatach i błądziła w nich niczym mała dziewczynka - zapłakana i zagubiona czekając na ratunek. Pomoc jak można się było spodziewać dotarła, ale dopiero pod koniec książki. Przez większą czasu "Spalonej" Zoey była cieniem samej siebie.
Jako, że Zo nie jest moją ulubioną bohaterką cyklu "Dom Nocy" jej wycofanie w tej części jakoś szczególnie mi nie przeszkadzało. Jednakże irytowała mnie przewidywalność fabuły. Jedynym ciekawszym wątkiem były elektryzującej relacje jakie łączyły czerwoną wampirkę Stevie Rae i mrocznego Kruka Prześmiewcę - Rephaima. Jestem ciekawa jak potoczą się ich dalsze losy. Interesującym akcentem było też wprowadzenia Wyspa Kobiet i królowej szkolącej wojowników.
Ale oceniając całość - "Spalona" niestety niespecjalnie nie zachwyciła mnie. Jednak słowa Nyks pobrzmiewające na zakończenie powieści - "To dopiero początek" dały mi nadzieję, że w kolejnym tomach jeszcze sporo będzie się działo. I z pewnością sprawdzę czy się co do tego nie mylę.
Moja ocena 6/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz