czwartek, 25 czerwca 2015

Recenzja: UPADLI - LAUREN KATE

"W Danielu Grigori jesr coś boleśnie znajomego...
Luce Price zwraca uwagę na tajemniczego i zdystansowanego Daniela już w pierwszy dzień w szkole Sword&Cross w dusznej Georgii. On jest jedynym jasnym punktem w miejscu, w którym nie wolno używać komórek, inni uczniowie to świry, a każdy ich krok śledzą kamery.

Choć Daniel nie chce mieć z Luce nic wspólnego - i robi wszystko, żeby dać jej to wyraźnie do zrozumienia - dziewczyna nie potrafi się powstrzymać. Przyciągana niczym ćma do płomienia, musi dowiedzieć się, jaką tajemnice ukrywa Daniel... nawet gdyby miało ją to zabić".


Oryginalny tytuł: Fallen; str: 460
Poszłam za ciosem i chwyciłam się za kolejną pozycje o aniołach. Przyznam, że tym razem się rozczarowałam... Cieszę się, że tę książkę tylko wypożyczyłam, z pewnością gdybym ją kupiła żałowałabym wydanych pieniędzy. 

Ale po kolei... Sam początek powieści jest naprawdę  obiecujący! - główna bohaterka trafia bowiem do nowej szkoły, która jest... poprawczakiem. Sceneria opisana przez autorkę wywołuje dreszczyk emocji. Ponure, smutne, szare pomieszczenia, wszechobecne kamery i nieobliczalni ludzie przebywający w tym strasznym, tajemniczym miejscu. Jednak szybko okazuje się, że w ośrodku Sword&Cross nie jest tak źle jakby się mogło wydawać. Jakim problemem są kamery skoro można je bezkarnie zakleić? Czym są kraty i druty kolczaste jeśli uczniowie mogą bez trudu opuścić teren szkoły? Do tego ich nieobecność jest niezauważona. W końcu po co Luce i inni uczniowie zmuszani są oddać komórki? To zapowiada niezły rygor, tymczasem uczniowie jakiś cudem przemycają niebezpieczne narzędzia takie jak: noże, scyzoryki, nożyczki. Moją nawet okazje imprezować i pić alkohol...

Trochę naciągane, prawda? 

Luce szybko zresztą jakby zapomina o tym, że jest w poprawczaku,  nowe miejsce uznaje za idealne do... znalezienia sobie chłopaka. Już w pierwszym dniu wpada jej w oko dziwny, skryty Daniel, ale żeby nie było nudno równocześnie podoba jej się podejrzanie otwarty i chętny do pomocy Cam. I tak oto otworzy się klasyczny i oklepany "trójkąt miłosny". Przy czym czytelnik ma pełną świadomość, że bohaterka faworyzuje jednak kandydata nr.1. Dlaczego? Cóż, normalnie każda laska trzymałaby się z dala od faceta, który z uśmiechem na twarzy  pokazuje jej środkowy palec nawet jej nie znając... Ale nie Luce, ona jest odporna  na takie subtelne znaki, że ma się od kogoś odwalić.

Praktycznie cała książka jest oparta na dziwnych i nieco żałosnych podchodach Luce do Daniela. Zadurzone dziewczę czuje niewytłumaczalną potrzebę zbliżenia się do niego, nawet jeśli ten ma ją centralnie w nosie. Jej wybranek natomiast trzyma ją na dystans, no chyba, że dostrzega, że rozmawia z Camem, wtedy robi jej wyrzuty, a nawet bije rywala. 

Zdecydowanie choruje na syndrom psa ogrodnika: sam nie zje i drugiemu nie da ;/  

Z czasem jest tylko gorzej, główna bohaterka jest mdła i niejaka. Nie wypowiada ani jednej mądrej kwestii, do tego robi za sierotę, którą co rusz musi ktoś ratować... zazwyczaj rycerzem na białym koniu jest  oczywiście Daniel... a ja nieustannie zastanawiam się co ci faceci w niej widzą.

Co do reszty postaci, niby jesteśmy w poprawczaku, ale jakiś zdemoralizowanych i niebezpiecznych typów ze świecą, by w tym świecie szukać. A nawet jeśli są, to niestety Luce jest zbyt zajęta swoimi problemami miłosnymi, by to zauważyć. Pojawia się też nowa koleżanka Luce, które pomagają jej oczywiście prześladować Daniela. I na tym chyba jej rola się kończy. Bo autorka, bez wahania likwiduje ją, gdy przestaje być już zakochanym potrzebna. Lucy niby przejęła się tym faktem, ale szybko skupiła się na tym co najważniejsze, czyli na Danielu i ich wspólnym szczęściu.

To by było na tyle jeśli chodzi o fabułę. Pojawia się parę paranormalnych wątków, ale są one jeszcze bardziej naciągnięte, niż to co opisałam i aż przykro o nich wspominać. Więc nie będę... A co do głównej bohaterki... Jedyny interesujący fakt dotyczący Luce jest taki, że widzi cienie. I jest to dość ciekawy wątek, ale w I tomie niewystarczająco moim zdaniem rozwinięty. Tak naprawdę na temat zagadkowych cieni nie dowiadujemy się nic odkrywczego. Na wiele pytań nie otrzymujemy odpowiedzi, właściwie wszystko jest niejasne, ale te niedopowiedzenia i bardzo dziwne zdarzenia, które mają miejsce głównie pod koniec powieści wcale nie zachęcają, by sięgnąć po dalszą część. Przynajmniej u mnie to  wszystko budziło jakiś niesmak i rozczarowanie. Postanowiłam jednak dać szansę tej sadze i przeczytam drugi tom "Udrękę", by zobaczyć czy pisarka ma do zaoferowania czytelnikom coś lepszego niż,  moim zdaniem nieudanych, "Upadłych". 

Moja ocena: 4/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz