wtorek, 30 czerwca 2015

PRZECZYTANE W CZERWCU - PODSUMOWANIE MIESIĄCA




Czerwiec, był dość wyczerpującym miesiącem.... oczywiście z powodu sesji. Przez wszystkie egzaminy, kolokwia nie miałam zbyt wiele czasu dla siebie. Po załatwieniu wszystkich uczelnianych formalności znalazłam na szczęście chwilę, by poświęcić się swojej pasji i udało mi się trochę poczytać. :)

W czerwcu przeczytałam: - 5 książek tj. w sumie  2225 str.

Liczę na to, że nowy miesiąc będzie dużo bardziej owocny pod względem przeczytanych książek!

Recenzja: NAMIĘTNOŚĆ LAUREN KATE

"W każdym życiu wybiorę Ciebie. Tak jak ty zawsze wybierałeś mnie. Na zawsze".
TRZECI TOM UZALEŻNIAJĄCEGO CYKLU "UPADLI", W KTÓRYM LUCE MUSI POZNAĆ PRZESZŁOŚĆ, POZNAĆ PRAWDĘ I ZMIENIĆ PRZEZNACZENIE.

Oryginalny tytuł: Passion; str: 432


"Luce była gotowa umrzeć dla Daniela. I to właśnie robiła. Raz za razem. Luce i Daniel stale się odnajdywali, by wkrótce potem zaznać bólu rozstania - Luce umierała, a Daniel pozostawał samotny i nieszczęśliwy. Czy na pewno tak musiało być...?
Luce jest pewna, że coś - lub ktoś - w jednym z jej wcześniejszych wcieleń może jej pomóc w obecnym. Dlatego wyrusza w najważniejszą podróż swojego życia - powraca w przeszłość, by na własne oczy zobaczyć co ją łączyło z Danielem... i odnaleźć klucz, dzięki któremu ich miłość mogłaby przetrwać.
Cam i legiony aniołów oraz Wygnańców rozpaczliwie pragną pochwycić Luce, nikt jednak nie dąży do tego bardziej gorączkowo niż Daniel. Goni za Luce przez ich wspólne przeszłości, przerażony tym co by się stało gdyby zmieniła historię. Wtedy ich ponadczasowa miłość mogłaby zginąć... na zawsze".

III część "Upadłych" jest utrzymana w podobnym klimacie co II części poprzednie - to typowy romans paranormalny. Wielbicielom książek tego rodzaju być może cały cykl przypadnie do gustu, choć nie jest zbyt przemyślany, nie wnosi również nic świeżego do gatunku, który reprezentuje. Powiela dawno utarte schematy. W mojej opinii co do warsztatu pisarskiego autorki też można by mieć liczne zastrzeżenia.

Akcja w "Namiętności" rozwija się dość wolno i czytelnicy, którzy oczekują napięcia, nagłych zwrotów akcji i zaskoczenia mogą sięrozczarować. Właściwie dopiero pod koniec robi się ciekawie. Natomiast podróże, które odbywa Luce do swoich poprzednich wcieleń są przewidywalne. Wiadomo jak zakończy się przedstawiona historia wcielenia Luce. Raz przedstawiony schemat powtarza się po wielokroć i jest to dość nużący zabieg pisarki. Uważam, że zamiast wprowadzać multum nowych postaci do których nawet nie zdążymy się przywiązać pisarka powinna się ograniczyć do przedstawienia 3-4 jakiś znaczących wcieleń, ale dokładniej i to by w zupełności wystarczyło.

W "Namiętności" wszystko skupia się na podróży Luce do przeszłości. Jest to ciekawy pomysł, ale mógłby być zdecydowanie lepiej zrealizowany. Na szczęście nie jest tak nudno, jakby mogło być, bo Luce praktycznie przez cały czas  towarzyszy tajemniczy gargulec Bill. Od razu wydało mi się to podejrzane,  że tak pojawił się znikąd i zaproponował bohaterce bezinteresowną pomoc. Mimo to ujawnienie jego tożsamości i tak wprowadziło mnie w osłupienie... mogłam się domyślić, ale... chyba się tego po prostu nie spodziewałam. Myślę, że gdyby nie postać Billa ta część całkowicie by mnie rozczarowała, ale jego obecność dodała wszystkiemu co się działo jakiegoś głębszego znaczenia. Cieszę się ponadto, że Lauren Kate wreszcie coś nam wyjaśniła. Przybliżała nam okoliczności rzucenia przekleństwa na Luce i Daniela, pokazała jak silne podstawy ma  ich uczucie i wyjaśniła przyczyny upadku aniołów. Były to interesujące aspekty książki dla których warto ją przeczyć.

Osobom, które przeczytały I i II cz. cyklu "Upadli" polecam sięgnięcie po kontynuacje, ponieważ w niej znajdują się istotne odpowiedzi na pytania które z pewnością nurtują pasjonatów tej historii.

Moja ocena 6/10

sobota, 27 czerwca 2015

Recenzja: UDRĘKA - LAUREN KATE

Tytuł oryginalny: Torment; str: 470.

"Drugi tom uzależniającego cyklu "Upadli", w którym...
miłość nigdy się nie kończy!
Piekło na ziemi. Tak właśnie czuje się Luce z dala od swojego chłopaka Daniela, upadłego anioła. Minęła wieczność nim się odnaleźli, ale teraz znów się rozstaną...  Daniel musi walczyć z Wygnańcami - nieśmiertelnymi, którzy chcą zabić Luce. Dziewczyna ukrywa się w Shoreline, szkole na skalistych wybrzeżach Kalifornii, gdzie przebywają wyjątkowo uzdolnieni uczniowie - Nefilim, potomkowie ludzi i upadłych aniołów. W Shoreline Luce dowiaduje się czym są cienie i jak można je wykorzystywać, by zobaczyć swoje wcześniejsze wcielenia.  Jednakże, im więcej się dowiaduje, tym bardziej prześladuje ją myśl, że Daniel nie powiedział jej wszystkiego. Coś przed nią ukrywa - coś niebezpiecznego. 
A jeśli wersja przeszłości opowiedziana przez Daniela nie jest prawdziwa? A jeśli przeznaczeniem Luce jest życie z kimś innym?"


Przebrnięcie przez kontynuacje cyklu "Upadłych" nie okazało się na szczęście tytułową "udręką"... Zniesmaczona I tomem cyklu spodziewałam się najgorszego i podeszłam do książki z dużą rezerwą. 
O dziwo nie było tak źle, choć z drugiej strony nadal o żadnej rewelacji  mowy być niestety nie może. 

Pierwszą pozytywną zmianą jaką można zauważyć jest zmiana miejsca akcji. Luce przenosi się z Sword&Cross do Shoreline. Jak już wspomniałam, w poprzednim poście, ośrodek Sword&Cross był z kilku powodów nieco absurdalnym, dziwnym i pretensjonalnym miejscem. Kalifornijska szkoła Shoreline jest o tyle bardziej przekonywująca, że w miejscu szczególnym, gdzie przebywają niezwykli uczniowie - potomkowie ludzi i upadłym aniołów wszelkie niewiarygodne zdarzenia można zdecydowanie łatwiej zaakceptować. Drugim naprawdę sporych plusem wynikającym z takiego obrotu sprawy jest zapowiadane rozdzielenie bezgranicznie w sobie zakochanych bohaterów: Daniela i Luce. Przynajmniej tymczasowe... Ucieszyłam się ponieważ czytanie w kółko o tym jak się całują i wyznają sobie miłości wywoływało u mnie odruch wymiotny. Niestety mimo tych obiecujących zapowiedzi szybko okazuje się, że Daniel nie umie dotrzymać danego słowa i trzymać się z dala od Luce nawet przez parę dni.... 

Mimo tego główna bohaterka spędziła trochę czasu z dala od Daniela i muszę przyznać, że dobrze jej to zrobiło. Nie mając za kim się uganiać i do kogo wzdychać nareszcie dała się poznać czytelnikowi z nieco innej strony niż tylko  zadurzonego dziewczęcia. Poznała nowych nauczycieli - anioła Francesce i demona Stevena oraz przyjaciół - Shelby i Milesa. Muszę przyznać, że były to nawet interesujące postacie. Luce udowodniła też, że potrafi wziąć sprawy w swoje ręce, a nie tylko bezczynnie siedzieć i czekać na ratunek, czy na nie wiadomo co.. (jak chciałby Daniel).  Każdy czytając książkę zauważy, że na linii - Daniel - Luce - nie dzieje się najlepiej. Dziewczyna denerwuje się, że Daniel nie chce jej nic wyjaśnić,  ukrywa przed nią prawdę, do tego nakazuje jej siedzieć w ukryciu i nie szukać odpowiedzi na własną rękę. Trudno się dziwić, że Luce nie słucha swojego chłopaka i próbuje się mu postawić. Główna bohaterka w tak oczywisty sposób narażała się na niebezpieczeństwo, jakby chciała swoim zachowaniem zrobić  na złość zakochanemu w niej aniołowi. ;)  Nie bacząc przy tym na swoje życie... Jakie by nie były motywy jej zachowania.. lekkomyślność? próba zwrócenia na siebie uwagi? czy po prostu nieświadomość jak ogromne czyha na nią niebezpieczeństwo.. między zakochanymi często dochodzi do kłótni. Luce ma nawet chwilę wahania, zastanawia się nad tym co czuje do Daniela i czy to z nim powinna być. Sprytnie wykorzystuje to kręcący się przy niej Miles... Może byłoby mi  szkoda Daniela, ale jego protekcjonalny ton, brak szczerości,  pocałunki, a chwilę potem kłótnie z Luce i niespodziewane odloty  tak mnie irytowały, że kibicowałam każdemu jego konkurentowi. Po prostu znienawidziłam jego postać... 

Co do samej końcówki nie zachwyciło mnie to, że wszyscy bohaterowie tak zwalili się do domu Luce. Co to w ogóle było? Uważam, że można było znaleźć o wiele lepsze miejsce na takie starcie. Na domiar złego wszystko rozegrało się na oczach niczego wcześniej nieświadomej Callie... Aż dziw bierze, że dziewczyna nie zemdlała, bo chyba każdy na jej miejscu zaliczyłby zgona. Jestem ciekawa jak rozwiąże się teraz sprawa z rodzicami Luce... Nie jestem pewna, czy wtajemniczanie ich we wszystko to dobre rozwiązanie, jednak jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że wymyślą na poczekaniu dość przekonujący kit, by pozostawić ich w błogiej nieświadomości... No, ale wszystko się okaże. 

Luce natomiast, nie wywierała we mnie już tak negatywnych emocji jak w I tomie. Podobało mi się to, że nie była tchórzliwa,za wszelką cenę chciała dowiedzieć się co działo się z nią w przeszłości i co skrywają w sobie cienie.  Pod koniec powieści również zaskoczyła mnie odwagą i swoją decyzją. Gdyby nie jej upór, kolejna część nie zapowiadałaby się tak ciekawie. Mam nadzieję, że naprawdę w III tomie "Namiętności" będzie się działo :D 

Moja ocena 6/10


czwartek, 25 czerwca 2015

Recenzja: UPADLI - LAUREN KATE

"W Danielu Grigori jesr coś boleśnie znajomego...
Luce Price zwraca uwagę na tajemniczego i zdystansowanego Daniela już w pierwszy dzień w szkole Sword&Cross w dusznej Georgii. On jest jedynym jasnym punktem w miejscu, w którym nie wolno używać komórek, inni uczniowie to świry, a każdy ich krok śledzą kamery.

Choć Daniel nie chce mieć z Luce nic wspólnego - i robi wszystko, żeby dać jej to wyraźnie do zrozumienia - dziewczyna nie potrafi się powstrzymać. Przyciągana niczym ćma do płomienia, musi dowiedzieć się, jaką tajemnice ukrywa Daniel... nawet gdyby miało ją to zabić".


Oryginalny tytuł: Fallen; str: 460
Poszłam za ciosem i chwyciłam się za kolejną pozycje o aniołach. Przyznam, że tym razem się rozczarowałam... Cieszę się, że tę książkę tylko wypożyczyłam, z pewnością gdybym ją kupiła żałowałabym wydanych pieniędzy. 

Ale po kolei... Sam początek powieści jest naprawdę  obiecujący! - główna bohaterka trafia bowiem do nowej szkoły, która jest... poprawczakiem. Sceneria opisana przez autorkę wywołuje dreszczyk emocji. Ponure, smutne, szare pomieszczenia, wszechobecne kamery i nieobliczalni ludzie przebywający w tym strasznym, tajemniczym miejscu. Jednak szybko okazuje się, że w ośrodku Sword&Cross nie jest tak źle jakby się mogło wydawać. Jakim problemem są kamery skoro można je bezkarnie zakleić? Czym są kraty i druty kolczaste jeśli uczniowie mogą bez trudu opuścić teren szkoły? Do tego ich nieobecność jest niezauważona. W końcu po co Luce i inni uczniowie zmuszani są oddać komórki? To zapowiada niezły rygor, tymczasem uczniowie jakiś cudem przemycają niebezpieczne narzędzia takie jak: noże, scyzoryki, nożyczki. Moją nawet okazje imprezować i pić alkohol...

Trochę naciągane, prawda? 

Luce szybko zresztą jakby zapomina o tym, że jest w poprawczaku,  nowe miejsce uznaje za idealne do... znalezienia sobie chłopaka. Już w pierwszym dniu wpada jej w oko dziwny, skryty Daniel, ale żeby nie było nudno równocześnie podoba jej się podejrzanie otwarty i chętny do pomocy Cam. I tak oto otworzy się klasyczny i oklepany "trójkąt miłosny". Przy czym czytelnik ma pełną świadomość, że bohaterka faworyzuje jednak kandydata nr.1. Dlaczego? Cóż, normalnie każda laska trzymałaby się z dala od faceta, który z uśmiechem na twarzy  pokazuje jej środkowy palec nawet jej nie znając... Ale nie Luce, ona jest odporna  na takie subtelne znaki, że ma się od kogoś odwalić.

Praktycznie cała książka jest oparta na dziwnych i nieco żałosnych podchodach Luce do Daniela. Zadurzone dziewczę czuje niewytłumaczalną potrzebę zbliżenia się do niego, nawet jeśli ten ma ją centralnie w nosie. Jej wybranek natomiast trzyma ją na dystans, no chyba, że dostrzega, że rozmawia z Camem, wtedy robi jej wyrzuty, a nawet bije rywala. 

Zdecydowanie choruje na syndrom psa ogrodnika: sam nie zje i drugiemu nie da ;/  

Z czasem jest tylko gorzej, główna bohaterka jest mdła i niejaka. Nie wypowiada ani jednej mądrej kwestii, do tego robi za sierotę, którą co rusz musi ktoś ratować... zazwyczaj rycerzem na białym koniu jest  oczywiście Daniel... a ja nieustannie zastanawiam się co ci faceci w niej widzą.

Co do reszty postaci, niby jesteśmy w poprawczaku, ale jakiś zdemoralizowanych i niebezpiecznych typów ze świecą, by w tym świecie szukać. A nawet jeśli są, to niestety Luce jest zbyt zajęta swoimi problemami miłosnymi, by to zauważyć. Pojawia się też nowa koleżanka Luce, które pomagają jej oczywiście prześladować Daniela. I na tym chyba jej rola się kończy. Bo autorka, bez wahania likwiduje ją, gdy przestaje być już zakochanym potrzebna. Lucy niby przejęła się tym faktem, ale szybko skupiła się na tym co najważniejsze, czyli na Danielu i ich wspólnym szczęściu.

To by było na tyle jeśli chodzi o fabułę. Pojawia się parę paranormalnych wątków, ale są one jeszcze bardziej naciągnięte, niż to co opisałam i aż przykro o nich wspominać. Więc nie będę... A co do głównej bohaterki... Jedyny interesujący fakt dotyczący Luce jest taki, że widzi cienie. I jest to dość ciekawy wątek, ale w I tomie niewystarczająco moim zdaniem rozwinięty. Tak naprawdę na temat zagadkowych cieni nie dowiadujemy się nic odkrywczego. Na wiele pytań nie otrzymujemy odpowiedzi, właściwie wszystko jest niejasne, ale te niedopowiedzenia i bardzo dziwne zdarzenia, które mają miejsce głównie pod koniec powieści wcale nie zachęcają, by sięgnąć po dalszą część. Przynajmniej u mnie to  wszystko budziło jakiś niesmak i rozczarowanie. Postanowiłam jednak dać szansę tej sadze i przeczytam drugi tom "Udrękę", by zobaczyć czy pisarka ma do zaoferowania czytelnikom coś lepszego niż,  moim zdaniem nieudanych, "Upadłych". 

Moja ocena: 4/10

środa, 24 czerwca 2015

Recenzja: NIEZIEMSKA - CYNTHIA HAND

"Wzruszająca opowieść o przeznaczeniu, pierwszej miłości i dramatycznej walce między głosem obowiązku, a głosem serca. Dziewczyna - anioł rozdarta pomiędzy swoim pierwszym anielskim obowiązkiem a pierwszym ziemskim uczuciem. Czy siedemnastoletnia Clara Gardner jest gotowa, by zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem?"

Tytuł oryginalny: UNEARTHY; str: 399

Książkę "upolowałam" w bibliotece. Szukałam czegoś  lekkiego i przyjemnego po wykańczającej sesji i  ciągłym czytaniu przyciężkich, z góry narzuconych  rzeczy. Nie zawiodłam się, rzeczywiście przy "Nieziemskiej" można się odprężyć, zrelaksować i spędził miło popołudnie, czy tam wieczór. Chciałam odpłynąć w świat wyobraźni, fantazji autorki i to mi się bez wątpienia udało. Zaletą tej pozycji był dla mnie fakt, że jest o aniołach. Czytałam kilka książek o wampirach, czarownicach itp. stworach. A to było dla mnie coś nowego! Chciałam po prostu zabłąkać się do tego przedziwnego świata aniołów, bo w nim jeszcze nie byłam. Interesowało mnie jak autorka wyobraża sobie anioły, no i czy będą jakieś... upadłe ;> Zapoznanie się z historią o niebiańskich stworzeniach stanowiło dla mnie pociągająca perspektywę. Opowieść o młodej anielitce (dziewczyna jest w 3/4 człowiekiem w 1/4 aniołem) Clarze pochłonęłam więc w jeden dzień.

Clarę przeprowadza się do nowego miasta, by spełnić swoje pierwsze poważne anielskie zadanie.  Co jakiś czas nawiedza ją niepokojąca wizja przyszłości w której widzi płonący las... W niebezpieczeństwie zdaje się być przebywający w nim młody chłopak.. Czy zadanie bohaterki polega na uratowaniu go? 

Na początku jest chłopak, który przebywa wśród drzew.
Mniej więcej w moim wieku, już nie dziecko, ale jeszcze nie mężczyzna, ma może siedemnaście lat.
Nie jestem pewna, skąd to wiem.
Widzę tylko tył jego głowy, wilgotne ciemne włosy kręcą mu się na karku. Palące słońce wysysa soki ze wszystkiego, co żyje. Niebo na wschodzie ma dziwną pomarańczową barwę. Czuć gryzący zapach dymu. Przez chwilę przepełnia mnie tak przytłaczający żal, że aż trudno oddychać.
Nie wiem dlaczego.
Robię krok w stronę chłopaka i otwieram usta, żeby go zawołać, ale nie znam jego imienia.
Ziemia chrzęści mi pod stopami.
Usłyszał.
Zaczyna się odwracać.
Jeszcze chwila, a zobaczę jego twarz.
I wtedy wizja opuszcza mnie.
Mrugam i już jej nie ma.

Szybko okazuje się, że chłopakiem z wizji jest Christian. Clara poznaje go i od razu czuje, że łączy ich jakaś przedziwna więź. Christian fascynuje Clare, a wizje dają jej jasno do zrozumienia, że to właśnie on jest jej przeznaczony. Sprawy komplikują się gdy anielitka orientuje się, że Chris jest zajęty, a jego dziewczyna zaczyna szybko nienawidzi Clary. Na drodze bohaterki stanie natomiast Tucker, wredny, złośliwy, bezczelny niebieskooki kowboj, który szybko przejrzy Clarę na wylot. Między Tuckerem a Clarą narodzi się uczucie, którego dziewczyna nie będzie potrafiła przezwyciężyć. Anielitka będzie musiała dokonać naprawdę trudnych wyborów. Czy wypełni swoje zadanie? Jakie konsekwencje spotkają bohaterkę za igranie z losem? Czy miłość zwycięży z obowiązkiem? 

No cóż... na żadne z tych kluczowych pytań nie zyskamy jednoznacznej odpowiedzi po przeczytaniu pierwszego tomu trylogii. Zadanie i wizje Clary są nadal jedną wielką zagadką. Końcówka powieści jest bardzo zaskakująca. To oczywiście poczytuje jak najbardziej na plus, choć byłam nieco zirytowana tym, że pisarka skończyła w takim właśnie momencie, że podobała tak mało odpowiedzi. Jestem ogromnie ciekawa  także co stanie się z innymi postaciami... Bardzo mnie intryguje jakie tajemnice skrywa przyjaciółka Clary Angela, dziewczyna spłodzona przez złego anioła. Albo co ukrywa mama głównej bohaterki, która niechętnie mówi o swojej przyszłości. Autorka w oczywisty sposób zadbała o to, by czytelnicy chcieli poznać dalszej części tej historii. Ja z pewnością po nie sięgnę.. :) 

Moja ocena 7/10

Recenzja: PIĘKNA KATASTROFA - JAMIE MCGUIRE

"Intensywna. Niebezpieczna. Wciągająca. Absolutnie uzależniająca.
Powieść, na punkcie której oszalały młode Amerykanki."

Oryginalny tytuł: BEAUTIFL DISASTER; str: 464

Książka zwróciła mają uwagę okładką... Motyl zamknięty w słoiku, tytuł "Piękna katastrofa".... nie mogłam tego wszystko z sobą połączyć...  Jakoś podświadomie mnie to zaintrygowała. Sądziłam, że będzie to mdły romans, po prostu banalna opowieść o porządnej dziewczynie i zepsutym chłopaku.  Tak zresztą sugerował opis z tyłu okładki. Mimo, że wszystko krzyczało we mnie "nie!" to nie wiedzieć czemu miałam dziwne przeczucie, że muszę poznać tę historie. 

Moja intuicja mnie nie myliła! Odkąd zaczęłam czytanie, ani przez moment nie żałowałam pieniędzy wydanych  na książkę."Piękna katastrofa" naprawdę uzależnia! Stała się taką moją obsesją... Nie mogłam się od niej oderwać, czytałam z wypiekami na twarzy, a do lektury tej książki wracałam wielokrotnie. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale niewiele jest książek, które zrobiły na mnie tak wielkie wrażenie. 

Główna bohaterka dziewiętnastoletnia Abby Abernathy wydawała mi się z początku zwykłą dziewczyną... Nic szczególnego mnie w niej nie zachwyciło, nic też szczególnie nie zraziło. Szybko jednak okazuje się, że nie jest ona taką do końca porządną i miłą panienką jak się z pozoru wydaje, potrafi nieźle zaleźć ludziom za skórę, do tego  ma swoje mroczne tajemnice, ucieka od przeszłości i próbuje w nowej szkole zacząć wszystko od nowa.

Przeznaczenie stawia jej  jednak na drodze pewną przeszkodę - gorącego podrywacza Travisa Maddoxa.  Uosabia on wszystko od czego Abby chce uciec: brutalną siłę, alkohol i niefrasobliwość w kontaktach z kobietami, które w większości o dziwo nie mają mu za złe, że zalicza jedną po drugiej. Zdrowy rozsądek podpowiada bohaterce, że powinna trzymać się od niego z daleka, jednak w wyniku pewnego zakładu nie jest to możliwe. Czy Abby będzie dość silna i stanowcza, by mu nie ulec?

Szafa pękała w szwach od ciuchów. Westchnęłam ciężko, odgarniając włosy z twarzy. W całym tym bałaganie z trudem odszukałam podkoszulek. Kiedy zdejmowałam go z wieszaka, Travis zaszedł mnie od tyłu i objął w talii.
-Przestraszyłeś mnie! - zawołałam z pretensją w głosie.
Przesunął dłońmi po mojej skórze. Inaczej niż zwykle - powoli, z rozmysłem. Zamknęłam oczy, kiedy przyciągnął mnie do siebie, ukrył twarz w moich włosach i musnął nosem szyję. Dotyk jego nagiego ciała sprawił, że dopiero po chwili zaprotestowałam.
-Travis....

Z pewnością będą osoby, których książka nie zachwyci... Travis jest porywczy, impulsywny, kompletnie nad sobą nie panuje i szaleje z zazdrości, a Abby tylko go nakręca... raz do niego lgnie, w innej chwili zachowuje się tak jakby go nie cierpiała i chodzi na randki z innym. Między bohaterami wytarza się prawdziwe toksyczna i niezdrowa relacja.  


Jednak właśnie to, że bohaterowie nie są sztucznie idealni, sprawia, że historia nieprzerwanie trzyma w napięciu i jest jeszcze bardziej prawdziwa. 

"Piękna katastrofa" przedstawia przewrotne losy młodych ludzi, którzy zmagają się z namiętnością i pożądaniem, powieść pokazuje jak wiele przeciwności potrafi pokonać prawdziwa  miłości i jak wiele jedna, przypadkowo spotkana osoba może zmienić w naszym życiu.
Myślę, że to idealna książka na teraz, by zwalczyć wakacyjną nudę. 

Moja ocena 10/10

Witam na moim blogu :)





Want to know me? Read between the verses...

Serdecznie witam wszystkich, których  świat książek potrafi zachwycić - tak jak mnie :)

Zawsze najtrudniej jest zacząć ... W sumie o czym można napisać w pierwszej notce?
Wielu wybiera rutynową opcje i zanudza  swoim życiorysem. Prawda jest jednak taka, że w kilku zdaniach [których zapewne nikt nie czyta wgłębiając się w sens tekstu] nie da się przedstawić własnej osobowości zwracając uwagę na szczegóły, które często mają największą wartości.  


Stworzenie tego bloga było decyzją spontaniczną. Założyłam go głównie dla siebie, by po przeczytaniu książki mieć gdzie wstawiać swoje refleksje i przemyślenia. Recenzję, które tu będę wstawiała będą dotyczyły książek, które upolowałam w księgarni lub bibliotece i przeczytałam dla tzw. "przyjemności". Mam nadzieję, że kogoś zachęcę do przeczytania jakieś ciekawej i godnej uwagi pozycji. Nie wiem na ile starczy mi motywacji, ale chciałabym by ten blog służył mi dłużej niż wszystkie wcześniejsze.

Na razie to tyle... Odezwę się wkrótce :)