wtorek, 28 lipca 2015

Recenzja: LAWENDOWY POKÓJ - NINA GEORGE

Tytuł oryginału: Das Lavendelzimmer; str: 321

Opis z okładki: W swojej księgarni - o wiele mówiącej nazwie Apteka Literacka - Jean Perdu sprzedaje książki tak jak farmaceuta medykamenty. Umiejętnie rozpoznaje, co ktoś nosi w sercu, i proponuje odpowiednią fabułę na konkretny problem. Nie potrafi jednak uleczyć własnego cierpienia, które zaczęło się pewnej nocy wiele lat temu, kiedy odeszła od niego ukochana kobieta.

Wszystko się zmienia, gdy Jean w końcu otwiera pozostawiony przez nią list.
Wcześniej nie miał odwagi go przeczytać...

Moja refleksja: Nie polecam kupować tej książki - nie warto! To jedna z tych powieści, które potrafią zanudzić czytelnika na śmierć. Postaci masa, wszyscy nijacy, nie wywołali we mnie żadnych głębszych emocji. Główny bohater natomiast to typowa życiowa pierdoła, lamentująca i rozczulająca się nad sobą. Pojawia się wiele nużących opisów, a sama historia delikatnie mówiąc nie porywa. Co jest ciekawego w losach jakiegoś dziadka, który się nieszczęśliwie zakochał? Do tego ten język... Podniosły, poważny... Jakby treść nie była wystarczająco ciężka. Naprawdę ciężko to przełknąć. Ja doczytałam tę powieść do końca, ale był to dla mnie spory wysiłek. Myślę, że przeciętny czytelnik szybko rzuci tą pozycję w kąt i nie będzie się dalej katować.

Z ogromnym zdziwieniem odkryłam, że "Lawendowy pokój" ma dużo pozytywnych opinii w internecie. Ja nie zauważyłam nic godnego zachwytów, choć starałam się dopatrzyć jakiś plusów. Może i wymyślona przez autorkę koncepcja z "Apteką Literacką" jest ciekawa.  Trudno nie uwierzyć, że niektóre książki mogą mieć uzdrawiającą moc. Jednak już sama postać księgarza, jego niby czytanie ludziom w duszach i zalecania co do wyboru lektury były okropnie wkurzające i zupełnie nieprzekonujące. Zresztą wszystko w tej książce były nieprzekonujące od początku, aż do końca. 

Wydaje mi się, że Nina George nie potrafi dobrze pisać o miłości. Miłość, którą przedstawia na kartkach powieści to ta w najgorszym wydaniu - patetyczna, nie wzbudzająca uczuć ani emocji, jedynie mdłości. 

Na "Lawendowy pokój" oprócz narracji księgarza, składa się również pamiętnik ukochanej do której wzdycha. Ów pamiętnik to dodatek, który wcale lektury mi nie umilił, choć na to liczyłam. Wspomnienie jakiegoś tango, schadzek z kochankiem, szczerze? Nic wartego uwagi. Poza tym książka zawiera sporo mądrości o filozoficznym zabarwieniu, ale niestety niewiele z nich  było takich, które by do mnie choć trochę przemówiły. 
Jedno o snach mi się spodobało:

"W snach, które śnią ukochane przez nas osoby, jesteśmy nieśmiertelni. W naszych snach zmarli żyją nadal. Sny są jak obrotowy pomost pomiędzy wszystkimi światami, pomiędzy czasem i przestrzenią".

Naprawdę lubię czytać, ale jak trafiają mi się takie powieści to są chwilę kiedy mi się wszystkiego odechciewa. Oby mniej takich propozycji na rynku. Ja po książki pani Niny Georgie już na pewno nie sięgnę. Skutecznie mnie do siebie zniechęciła.

Moja ocena:
2/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz