sobota, 27 czerwca 2015

Recenzja: UDRĘKA - LAUREN KATE

Tytuł oryginalny: Torment; str: 470.

"Drugi tom uzależniającego cyklu "Upadli", w którym...
miłość nigdy się nie kończy!
Piekło na ziemi. Tak właśnie czuje się Luce z dala od swojego chłopaka Daniela, upadłego anioła. Minęła wieczność nim się odnaleźli, ale teraz znów się rozstaną...  Daniel musi walczyć z Wygnańcami - nieśmiertelnymi, którzy chcą zabić Luce. Dziewczyna ukrywa się w Shoreline, szkole na skalistych wybrzeżach Kalifornii, gdzie przebywają wyjątkowo uzdolnieni uczniowie - Nefilim, potomkowie ludzi i upadłych aniołów. W Shoreline Luce dowiaduje się czym są cienie i jak można je wykorzystywać, by zobaczyć swoje wcześniejsze wcielenia.  Jednakże, im więcej się dowiaduje, tym bardziej prześladuje ją myśl, że Daniel nie powiedział jej wszystkiego. Coś przed nią ukrywa - coś niebezpiecznego. 
A jeśli wersja przeszłości opowiedziana przez Daniela nie jest prawdziwa? A jeśli przeznaczeniem Luce jest życie z kimś innym?"


Przebrnięcie przez kontynuacje cyklu "Upadłych" nie okazało się na szczęście tytułową "udręką"... Zniesmaczona I tomem cyklu spodziewałam się najgorszego i podeszłam do książki z dużą rezerwą. 
O dziwo nie było tak źle, choć z drugiej strony nadal o żadnej rewelacji  mowy być niestety nie może. 

Pierwszą pozytywną zmianą jaką można zauważyć jest zmiana miejsca akcji. Luce przenosi się z Sword&Cross do Shoreline. Jak już wspomniałam, w poprzednim poście, ośrodek Sword&Cross był z kilku powodów nieco absurdalnym, dziwnym i pretensjonalnym miejscem. Kalifornijska szkoła Shoreline jest o tyle bardziej przekonywująca, że w miejscu szczególnym, gdzie przebywają niezwykli uczniowie - potomkowie ludzi i upadłym aniołów wszelkie niewiarygodne zdarzenia można zdecydowanie łatwiej zaakceptować. Drugim naprawdę sporych plusem wynikającym z takiego obrotu sprawy jest zapowiadane rozdzielenie bezgranicznie w sobie zakochanych bohaterów: Daniela i Luce. Przynajmniej tymczasowe... Ucieszyłam się ponieważ czytanie w kółko o tym jak się całują i wyznają sobie miłości wywoływało u mnie odruch wymiotny. Niestety mimo tych obiecujących zapowiedzi szybko okazuje się, że Daniel nie umie dotrzymać danego słowa i trzymać się z dala od Luce nawet przez parę dni.... 

Mimo tego główna bohaterka spędziła trochę czasu z dala od Daniela i muszę przyznać, że dobrze jej to zrobiło. Nie mając za kim się uganiać i do kogo wzdychać nareszcie dała się poznać czytelnikowi z nieco innej strony niż tylko  zadurzonego dziewczęcia. Poznała nowych nauczycieli - anioła Francesce i demona Stevena oraz przyjaciół - Shelby i Milesa. Muszę przyznać, że były to nawet interesujące postacie. Luce udowodniła też, że potrafi wziąć sprawy w swoje ręce, a nie tylko bezczynnie siedzieć i czekać na ratunek, czy na nie wiadomo co.. (jak chciałby Daniel).  Każdy czytając książkę zauważy, że na linii - Daniel - Luce - nie dzieje się najlepiej. Dziewczyna denerwuje się, że Daniel nie chce jej nic wyjaśnić,  ukrywa przed nią prawdę, do tego nakazuje jej siedzieć w ukryciu i nie szukać odpowiedzi na własną rękę. Trudno się dziwić, że Luce nie słucha swojego chłopaka i próbuje się mu postawić. Główna bohaterka w tak oczywisty sposób narażała się na niebezpieczeństwo, jakby chciała swoim zachowaniem zrobić  na złość zakochanemu w niej aniołowi. ;)  Nie bacząc przy tym na swoje życie... Jakie by nie były motywy jej zachowania.. lekkomyślność? próba zwrócenia na siebie uwagi? czy po prostu nieświadomość jak ogromne czyha na nią niebezpieczeństwo.. między zakochanymi często dochodzi do kłótni. Luce ma nawet chwilę wahania, zastanawia się nad tym co czuje do Daniela i czy to z nim powinna być. Sprytnie wykorzystuje to kręcący się przy niej Miles... Może byłoby mi  szkoda Daniela, ale jego protekcjonalny ton, brak szczerości,  pocałunki, a chwilę potem kłótnie z Luce i niespodziewane odloty  tak mnie irytowały, że kibicowałam każdemu jego konkurentowi. Po prostu znienawidziłam jego postać... 

Co do samej końcówki nie zachwyciło mnie to, że wszyscy bohaterowie tak zwalili się do domu Luce. Co to w ogóle było? Uważam, że można było znaleźć o wiele lepsze miejsce na takie starcie. Na domiar złego wszystko rozegrało się na oczach niczego wcześniej nieświadomej Callie... Aż dziw bierze, że dziewczyna nie zemdlała, bo chyba każdy na jej miejscu zaliczyłby zgona. Jestem ciekawa jak rozwiąże się teraz sprawa z rodzicami Luce... Nie jestem pewna, czy wtajemniczanie ich we wszystko to dobre rozwiązanie, jednak jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że wymyślą na poczekaniu dość przekonujący kit, by pozostawić ich w błogiej nieświadomości... No, ale wszystko się okaże. 

Luce natomiast, nie wywierała we mnie już tak negatywnych emocji jak w I tomie. Podobało mi się to, że nie była tchórzliwa,za wszelką cenę chciała dowiedzieć się co działo się z nią w przeszłości i co skrywają w sobie cienie.  Pod koniec powieści również zaskoczyła mnie odwagą i swoją decyzją. Gdyby nie jej upór, kolejna część nie zapowiadałaby się tak ciekawie. Mam nadzieję, że naprawdę w III tomie "Namiętności" będzie się działo :D 

Moja ocena 6/10


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz